THE BLOG

20
Jan

Pożegnanie Wojtka Krukowskiego

Udostępnij:

 Kierownik ruchu na zamku

W sobotę 18 stycznia zmarł Wojciech Krukowski. Współzałożyciel i szef kolektywu artystycznego Akademia Ruchu; wieloletni dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej-Zamek Ujazdowski. Miał 70 lat.

Rok 1990, ciasny salonik w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Jestem zaproszona jako obserwatorka niecodziennego wydarzenia: oto Barbara Majewska i Wojciech Krukowski dostali właśnie dyrektorskie nominacje do dwóch najważniejszych w Warszawie instytucji sztuki współczesnej. On jest z wykształcenia historykiem sztuki, ma doświadczenie w kierowaniu „ludzkimi zasobami”: prowadził klub Hybrydy, stworzył magazyn artystyczny „Obieg”, wcześniej wykazał się wieloma inicjatywami animującymi środowisko studenckie. Jednak najgłośniej o nim było dzięki Akademii Ruchu.

Wojtek siedzi na kanapie w MKiS, uśmiecha się zakłopotany: – To tylko na chwilę, przecież nie zostawię teatru.

Przez następne dwie dekady będzie się starał łączyć te dwie funkcje. Oczywiście, ze stratą dla teatru – bo kierowanie tak złożonym i dynamicznym organizmem, jakim stało się CSW, absorbowało cały jego czas, od rana do wieczora. Mimo to AR trwała, jej aktywność podtrzymywał zespół z Jolantą Krukowską, żoną Wojtka na czele. Od spektakli tego polityczno-społeczno-poetyckiego teatru zaczęła się moja znajomość z Krukowskimi. Byłam zafascynowana i zachwycona – pokazywali PRL w metaforyczny i niezwykle atrakcyjny sposób. Bo nawet ich najbardziej czytelne odniesienia miały wyrafinowaną formę wizualną; miały rytm, swoją muzykę robioną słowami, tupaniem i ruchem właśnie.

Akademia dawała przedstawienia w salach teatralnych, lecz ich głównym polem działania była ulica, przestrzeń publiczna. Takiej formy przedtem u nas nie było – połączenie performance’u, pantomimy, teatru awangardowego. A czasem to był tylko obraz, żywy obraz, „zrobiony” ludźmi, członkami zespołu i znajomymi – jak choćby słynny „Autobus” z 1975 roku. Pojazd, który nigdzie nie jechał, wypełniony pasażerami, którzy zamarli w sztywnych pozach na długo… Aluzja do sytuacji w PRL-u, ale też odniesienie do sztuki, do znanego płótna Bronisława Linke.

Znamienne – Krukowski nie zorganizował żadnej wystawy poświęconej dokonaniom teatralnym dopóty, dopóki pozostawał na dyrektorskim stanowisku. Gdy przeszedł na emeryturę, uznał za właściwe przypomnieć dorobek AR w murach zamku. Bardziej dla zespołu, niż dla siebie.

A w CSW od momentu, kiedy zajął się tą instytucją, kipiało. Powstała naprawdę nowa jakość na mapie polskich galerii. Prawdziwe centrum kultury, wielobranżowe, kształcące i rozwijające wrażliwość odbiorców na różnych poziomach.

Pod jednym, wciąż remontowanym dachem (Krukowski jeszcze to miał na głowie – kiedy „nastał”, budynek w niewielkiej części nadawał się do ekspozycji, budowa i poprawki ciągnęły się latami) skupiały się różne gatunki twórcze, od sztuk wizualnych, performance, taniec, teatr, kino do… kuchni, czy raczej – Qchni Artystycznej.

Wojtek dobrał zespół super-fachowców i systematycznie poszerzał przyzamkowe dobra. Uzdatnił budynek Laboratorium, aleję (wybrukowaną starymi kamieniami z warszawskiej Pragi) prowadzącą do zamku, przy której stanęły ławy z inskrypcjami (Jenny Holzer), cysternę wodną na dziedzińcu (adaptacja Tadashi Kawamata); zadbał o Kolekcję CSW, prezentowaną partiami, w różnych układach, żeby widz się nie znudził.

Nade wszystko, nadał światową rangę prowadzonej przez siebie instytucji. Przez lata jej program nie miał konkurencji – pokazy problemowe, odnoszące się do gorących tematów; debiuty polskich artystów, którzy potem weszli do międzynarodowego panteonu; wystawy zagranicznych gwiazd.

Tak, dzięki Krukowskiemu Zamek Ujazdowski stał się prawdziwym pałacem kultury i nauki. Władza nie uderzyła mu do głowy. Wielka klasa, kultura osobista, wysokie morale – w odniesieniu do Wojtka to nie są puste komplementy. Do tego – wiedza z różnych dziedzin, także – o czym mało kto wie – wiedza przyrodnicza. Odprowadzał mnie kiedyś po jakimś spotkaniu w Centrum. Było gorąco, ptaki buszowały w parku przy CSW – Wojtek rozpoznawał gatunki po śpiewie. Innym razem opowiadał o obyczajach saren, przy okazji wyznając, że… jest myśliwym. Tylko kochając zwierzęta można na nie polować, wyjaśnił. Nie zakłóci się naturalnej równowagi, a czasem pomoże się przyrodzie. Tak samo kieruje się instytucją kultury.

Akademia Ruchu – spektakl uliczny imgres-2 images 146851_1278041385_11e3_p images-1 imgres-1 imgres