THE BLOG

30
Nov

Wyjście na wejście (o wystawie „Coming out” – najlepsze dyplomy ASP Warszawa z roku 2014)

Udostępnij:

Ale wypasiony pokaz!

Kulczyk Silverstein w dawnym budynku poczty przy placu Małachowskiego – to nie to, co skromne praskie mury Sinfonii Varsovii.

Na czwarte piętro, gdzie ulokowano Coming Out, wjechałam windą z WINDZIARZEM! Czegoś, czy raczej kogoś takiego nie widziałam od lat. W dodatku windziarz wdał się ze mną w krotką konwersację. Na górnym, wystawowym poziomie też kręciło się kilku – hm, portierów? (czy ja ich aby nie obrażam?).

Przestrzeń ogromna, nie ma ścisku, wszystko pachnące świeżością. Nie każda praca zyskiwała w takim anturażu, ale jednak większość – zdecydowanie in plus.

Zaraz od wejścia moją uwagę zwrócił projekt Tomasza Korzewskiego (Wydz. Wzornictwa): Mobilna tłocznia do soków. tomasz-korzewski-tlocznia-detal-24-36-2014-11-25-800x536Jak to działa, pokazuje filmik instruktażowy. Estetyczny, pomysłowy obiekt, praktyczny i inteligentny. Idea sensowna i skromna: jak podczas ludowych (wiejskich) jarmarków dać ludziom fan i smaczny napój, jednocześnie odnosząc się do tradycji. I ten pojazd, nieco kojarzący się z dawnymi saturatorami na kółkach, te wymogi spełniał. A obok stał stół i ława z prostego drewna. No cudo. Aż chciało się zakosztować wytłoczonego produktu (może z jakimś wysokoprocentowym dodatkiem?).

Nieco dalej – konstruktywistyczne ciuchy projektu Joanny Wawrzyńczak (też Wzornictwo, wzorkami zwane – młoda pracownia mody).joanna-katarzyna-wawrzynczak-2014-11-25-001-410x600z17019824V,Co-roku-najlepsze-prace-dyplomowe-studentow-warsza  Najbardziej podobały mi się kiecki, tuniki i topy z geometrycznych kształtek. Owszem, reminiscencje konstruktywistyczne, ale też nawiązanie do Paco Rabanne (niedawno zmarł, szkoda!) i jego kosmicznych kreacji. Pani Joanna posłużyła się też znakomicie zimnym, nieprzyjemnym na oko odcieniem rozbielonego turkusu – i świetnie zadziałał w zderzeniu z czernią oraz bielą. Choć nie są to ciuch do noszenia przez takie jak ja drobne kobiety, to na długiej, płaskiej i chłopięcej dziewczynie (jak modelka) – super.

Kolejna „wzorkowa” dyplomantka – Magda Zadara też ma u mnie plus – za ekologiczne myślenie i zutylizowanie paskudnych banerów jako pojemniki na kwiaty doniczkowe. magdalena-maria-zadara-2014-11-25-001-800x532 Posadzone na gęsto tworzą całe ściany żywej zieleni.

Z Wydz. Malarstwa lubię pracę Marty Nadolle: obrazy drapieżne, marta-nadolle-odkurzyłas-120-120-technika-wlasna-2014-11-25-593x600

z tytułami nadolle_marta_07cwydrapanymi/wkomponowanymi w całość, przystają do filmowej opowieści o autorce. Mikroscenki zmontowane w pozornie niespójny ciąg uzupełniają autoportret nieuładzony, szczery, prawdziwy. Bez nadymania się na „modne” stylistyki. z17039818Q,Malarstwo---Marta-Nadolle--Czemu-tam-nie-pojedzies Z odniesieniami do klasyki malarstwa, ale nie poprzez pastisze, lecz tak jakoś… intuicyjnie i intymnie.

Zupełnie inny klimat – u Krzysztofa Sokolovskiego. Rzecz o ikonie – bez ikony w sensie figury. Oczywiste odniesienie do abstrakcji Jerzego Nowosielskiego, lecz zarazem – zaprzeczenie tamtych mięsistych, niemal cielesnych kompozycji. Tu – zimno. Lustra, złoto, czerń. Jest też ciało, ale fragmentarycznie.imgres-4 imgres imgres-1

Piekło i szatany do sfotografowania. Trzeba wejść w tę instalację – i pobyć chwilę. Wszechświat i człowiek (widz) w jego centrum. Prawdziwie współczesna  ikona…

Co ze Sztuki Mediów? Będę kibicować Marcie Mielcarek. Jej animacja najlepsze-dyplomy-asp-2014-asp-gdansk-2014-026-900x598 najlepsze-dyplomy-asp-2014-asp-gdansk-2014-001-900x598(dwa równolegle ekrany) nie może nikogo zostawić obojętnym (zwłaszcza pilnujących, którzy po jednym dniu mieli dość słyszalnej z dużego dystansu musztry). Armia dziewczęcych sobowtórów wykonuje ćwiczenia, wydaje nieartykułowane dźwięki, tupie rytmicznie, klaszcze. A wszystko to jak mechanizm. Autorka wyznaje, że zainspirował ją chór grecki. I potrzeba bycia w zespole przy jednoczesnej chęci izolacji. Dla mnie ta praca miała o wiele więcej asocjacji – choćby z musztrą korporacyjną, z byciem nieistotnym trybikiem w kapitalistycznym organizmie, gdzie człowiek przestaje się liczyć. I tak dalej…

Grafika. Michał Kochański – za prostotę, szlachetność formy i uprzestrzennienie kompozycji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAmichal-kochanski-2014-11-25-001-800x571

 

Trudną robotę zadał sobie Michał Machalski – stworzył nową czcionkę Adagio Family. 406 znaków w dziewięciu grubościach. images mateusz_machalski_adagio_type_10-210x300 imgres Inteligentne i skromne. Do tego wymagające ogromnej dyscypliny. I fajnie pokazane: plakaty typograficzne, zakomponowane „czysto” na tle ścinków z tąż czcionką, prób, odpadów.

Scenografia podobała mi się prawie w całości, zwłaszcza Anna Adamekakt-i-rzemieslnicy-kolaz-30-42-300x212 z kostiumami do „Snu nocy letniej” (już zrealizowanymi) i Joanna Załęska big_2014_11_22_zaleska z ciekawym rozwiązaniem inscenizacyjnym „Do Damaszku” Strindberga.  

A w ogóle – cała wystawa zasługuje na komplementy. Konsekwentnie pomyślana, z czytelnymi – i ujednoliconymi formalnie – informacjami o autorach i pracach, przyjazna w oglądaniu. Szkoda, ze trwa tylko do 7 grudnia. Za to od godz. 12 do 20 – więc łatwo obejrzeć, nawet dla ludzi pracujących od-do. Skorzystajcie z tego!

30
Nov

Wszystko na sprzedaż (o modzie w muzeach – wstęp do eseju)

Udostępnij:

Cztery daty, cztery etapy.

Można podać o wiele więcej dat, które są ważne dla artystycznej kariery mody. Które wyznaczają dukty, jakimi Wielcy Krawcy dostąpili nobilitacji na twórcow, geniuszy, demiurgów. Na celebrytów, ikony, postaci kultowe. Ale skrócę ten proces do kilku dat.

 

Rok 1980. Nowojorski Met’s Costume Institute prezentuje dokonania Pierre’a Cardina na 30-lecie jego pracy twórczej.

1977.412.2_F _W0H8459_lg 1975.145.5_F cardin-1968-fitPrecedens! Oto żyjący projektant dostąpił zaszczytu wystawiania w muzeum. Krytycy kiwają współczująco głowami: no tak, szefowie muzeum kokietują gawiedź. Chcą zarobić. Nie ma co komentować.

 Rok 2011. W Metropolitan Museum of Art pokazywane są kreacje Alexandra McQueena,

images-1imgres

images  imgres-2Alexander-McQueen2011_04_McQueen-Savage-Beauty-Exhibit

51G801WmkkL._SY344_BO1,204,203,200_ imgres-1 savage-beauty-exhibit-feature

niecały rok po samobójstwie designera u szczytu zawodowego sukcesu. Co go skłoniło do tego kroku? Sensacja, która ma przełożenie na zainteresowanie wystawą. Kilometrowe kolejki, pokornie czekające godzinami na wejście. I pada rekord frekwencyjny, nienotowany w historii muzeum: ponad 650 tysięcy widzów, w tym prawie 20 tysięcy zwiedzających za ponad dwukrotnie wyższą stawkę – w poniedziałki, gdy wystawy są zamknięte dla publiczności. Tym, którzy nie zdążyli na tamte wydarzenia, spieszę donieść, że mają szansę obejrzeć te ekscytujące dzieła w londyńskim Victoria & Albert Museum, gdzie pokaz ku pamięci projektanta-samobójcy zagości od marca do połowy lipca 2015. Radzę już rezerwować bilety.

 Rok 2013. Marina Abramović, lat 67, pierwsza dama performance’u, ongiś jugosłowiańska dysydentka, potem emigrantka do Holandii i USA, pojawia się jako gwiazda na okładkach magazynów mody (w tym „L’Uomo Vogue”). Od tego czasu jest wszechobecna w popularnych mediach. Jak każda inna celebrytka opowiada o swoich związkach, o kosmetykach, metodach na podtrzymanie urody i odmłodzenie.

Rok 2014. Znów Abramović na okładkach prestiżowych pism. W wywiadzie udzielonym „Harper’s Bazaar” hbz-november-2013-marina-abramovic-alexis-mabile-haute-couture-coat-deprzyznaje się do nadprzyrodzonych zdolności i pozuje w niesamowitych kostiumach, wystylizowana na średniowiecznego czarownika (czarowniczkę? bo przecież nie czarownicę, tradycyjnie utożsamianą z paskudną staruchą).hbz-flipbook-marina-1-88819286

Niemal jednocześnie ukazuje się „Vogue’a”, edycja ukraińska. Wiodąca sesja mody numeru jest pastiszem jej dawnych performence’ów. Artystka pozuje w nieludzko drogich kreacjach wraz z młodą modelką, niby alter ego dawnej Mariny. Marina-Crystal-by-Dusan-Reljin-for-Vogue-Ukraine-7 Marina-Crystal-by-Dusan-Reljin-for-Vogue-Ukraine Marina-Crystal-by-Dusan-Reljin-for-Vogue-Ukraine-10 Marina-Crystal-by-Dusan-Reljin-for-Vogue-Ukraine-5 Marina-Crystal-by-Dusan-Reljin-for-Vogue-Ukraine-9 Marina-Abramovic-Crystal-Renn-Vogue-UkraineOna sama, wyfotoszopowana, upiększona i pozbawiona wieku, staje się zaprzeczeniem samej siebie. Teraz Marina dzierży sztandar komercji i pop-kultury.

27
Nov

Wstęp do postępu (na marginesie wystawy „Postęp i higiena” w Zachęcie)

Udostępnij:

To  nie jest recenzja wystawy, lecz komentarz ogólny do tego, co dzieje się w galeriach i muzeach.

Sztuka współczesna (a ściślej, jej część, choć w Polsce – dominująca) chce, próbuje komentować rzeczywistość. Zabierać głos na tematy pozaartystyczne. Ważne dla ludzkości, jednak ze swej natury bliższe naukom społecznym, psychologii, filozofii, medycynie i innych dziedzinom nauk humanistycznych.Deutsches Hygiene-Museum, Dresden, Transparent Man largeecbe3e5230Eksponat z drezdeńskiego Muzeum Higieny – „przezroczysty człowiek”, który zastąpił Gladiatora nad klatką schodową w hallu głównym.

„Postęp i higiena” w Zachęcie jest przykładem. To wizualny esej na temat prób poprawiania świata i jego mieszkańców. Prób z założenia służących nauce, w istocie – polityce i ekonomii. W sumie, pokaz stawia pytania o etykę.

Jak zwykle w przypadkach wystaw „filozofujących”, nie wystarczy obejrzeć prac ponad 40 współczesnych artystów (rodzimych, zagranicznych, wciąż aktywnych i już nie żyjących) – trzeba wczytać się w komentarze. Wtedy staje się jasne, dlaczego wśród eksponatów jest pokrojony w plastry mózg Józefa Piłsudskiego; zdjęcia Leni Riefenstahl z olimpiady w Berlinie z 1936 roku

os_olimpiada 18845078.jpg-r_640_600-b_1_D6D6D6-f_jpg-q_x-xxyxx foto,8243,e958c95371bb1b30b7ae3a2d8525c1a4,jpg;

film dokumentalny dotyczący piętnowania francuskich wojennych kolaborantek (z 1944 roku) publicznym goleniem głów00000eb1_medium 140703-french-nazi-collaborator-capa-feat-crop Royal-Academy-2011-Hungar-006

Robert Capa – zdjęcia francuskich kolaborantek z czasów II wojny, piętnowanych goleniem głów,.

audio-zapis dawców (sprzedawców?) spermy i jajeczek, zachwalający w Internecie swój „towar” (projekt Krystyny Piotrowskiej). Są też inne zaskakujące obiekty, trudne do zaklasyfikowania – kreacja artystyczna, dokument, reportaż? A nawet te, które bliskie są tradycyjnym artystycznym formom, nie pozwalają widzowi zrelaksować się. Apelują do sumień, prowokują do pytań – a gdym to ja znalazł się w tym miejscu świata lub urodził się ze stygmatem „gorszego”?

Oczywiście, ekspozycja „Postęp i higiena”  jest ledwie szkicem do zagadnienia wykluczenia i nadużyć.

Jednak tyle starczy, by zauważyć pewną cechę charakterystyczną sztuki najnowszej. Otóż stała się – przynajmniej jej część – pełna treści. Ponownie. Jak wiadomo, XX-wieczne awangardy zbuntowały się przeciwko „literackości” wizualnych gatunków, odcinały się od anegdoty, fabuły. Szczytem tego – abstrakcja, konstruktywizm, minimalizm

.2ccc z10978604X 400_F_28440639_YfGnCj7Hvu7Ztd6rbB8Kli07nUyHzuVO Malevich-Suprematism.

Ponad pół wieku temu nastąpiło kolejne załamanie: podważona została idea postępu w sztuce. Potem postmodernizm i ponowoczesność sprawiły, że cała przeszłość stała się własnością artystycznego tu i teraz. Artysto bierz, skąd chcesz i buduj z tego swoje puzzle. Cały dorobek ludzkości jest wspólną własnością.

A jednak… Jakby na przekór status quo, właśnie ta wystawa jest dowodem na istnienie postępu w sztuce. Dokonał/dokonuje się on wcale nie w stronę wirtuozerii wykonawczej (choć i to się zdarza), lecz ku nowym znaczeniom pokazów. Prezentacje stały się rozważaniami o jakimś aspekcie życia. Pojawiły się tematy trudne, odlegle od tego, do czego przyzwyczaiła odbiorcę klasyczna sztuka: ból, depresja, śmierć, uzależnienia, dewiacje. Teraz do tego można dodać – wymuszenia i wykluczenia. Zagadnienia, które nie poprawiają samopoczucia, ale pozwalają nam się odnaleźć w rzeczywistości, lepiej ją poznać, zrozumieć. Co wcale nie oznacza – akceptować.

B0087 DSC01012 Deutsches Hygiene-Museum, Dresden, Transparent Man

25
Nov

Żółwia tęsknota za Wenecją

Udostępnij:

W niedzielę słońce, więc obowiązkowy spacer.
Ale lubimy mieć jakiś spacerowy cel – żeby nie machać łapami po próżnicy. Wymyślam powód: mydło do prania ręcznego (strasznie trudno osiągalny cel!).
Bywa tylko w niektórych marketach. Obchodzimy Ursynów, Służew nad Dolinką i dochodzimy do L’Eclerca. Sukces! Jest mydło w kawałkach marki Biały Jeleń (wyparł (wyprał?) szarego, niestety i podniósł swą cenę).

Ale jest jeszcze jeden towar, przy którym staję i tęsknie patrzę. Towar jest w przedświątecznej promocji – cena z 544 zł zeszła do 272. Nic, tylko brać! Trzeba się spieszyć, żeby oferta nie uciekła – a może. Na własnych łapach.

I tu przypomina mi się via Garibaldi ViaGaribaldiw Wenecji, tamże – pomnik narodowego bohatera, 1209280251dookoła którego jest basen z wodą, pnie się i rozkwita roślinność, a pod nią – żółwie. Wodne. Tysiące żółwi. Stanowiły lokalną atrakcję. Każdy, kto szedł w kierunku Giardini czyli Ogrodów (a ja często, bo tamże jest trzon Biennale Sztuki, 50 pawilonów narodowych) zatrzymywał się przy sadzawce pod rewolucjonistą i obserwował żółwie manewry. A te cholery wcale nie poruszały się w tempie tradycyjnie z nimi kojarzonym. One biegały! Gnały! Właziły na skałki, na siebie, plumkały do wody. Były aktywne jak chomik na kółku do biegania. I nagle, któregoś roku – zniknęły. Staliśmy pod Garibaldim, wypatrując choć jednego płaskiego łba, jednego krokodylego (prawda, że mają podobne?) oczka. Nic. Doszliśmy do wniosku, że zrobiły to samo, co żółwie z ZOO: myk, myk i uciekły.

I teraz w zwierzęcym sklepie w markecie były dwa rodzaje żółwików – te wodne, wiercipięckie i te powolne, jak Pan Bóg przykazał.

Przy tych drugich – inskrypcja: żółw lamparci w promocji.

. lamparci 1291457020_1 2d1b3b4cadd5b3afc6bfd422dfee43cc

I cena, jakże atrakcyjna. W sam raz prezent pod choinkę. Może sam dojdzie? A gdyby próbował uciekać, to nawet raczkujący niemowlak dogoni.

 

23
Nov

Muza moczona w wannie (o Bractwie Pre-rafealitów i tej, która pozowała do „Ofelii”)

Udostępnij:

Dziewczyna ubrana w jasną, haftowaną suknię leży na wznak w rzece. Nurt wchłania jej ciało, nasiąkający wodą strój wciąga jak kamień w głąb, lecz górna część ciała wystaje ponad powierzchnię. Rudawe, długie włosy mieszają się z wodorostami; spod półprzymkniętych powiek wyglądają jasne oczy; w lekko rozchylonych ustach widać zdrowe, piękne zęby.

Zjawiskowa piękność. Żyje, czy jest martwa? Nie wydaje się cierpiącą. Rozłożyła ręce, jakby przyjmując świat w objęcia. Dłonie trzyma ponad taflą wody, trochę skulone, jak u dziecka. Jej buzia też wydaje się niewinna, prawie dziecięca. Panna płynie w spokojnej wodzie, otoczona cudowną, bujną przyrodą. I sama wydaje się z naturą jednoczyć.1851_Millais_Ophelia - detail

To Ofelia, ta z „Hamleta” Williama Szekspira. Jak wiadomo, popełniła samobójstwo na wieść o tym, że ukochany zabił jej ojca. Więc ona nie może poślubić zabójcy, choć pragnie go całym sercem. Oszalała z rozpaczy dziewczyna biegnie nad strumień, zrywa naręcza kwiatów i nawet nie zauważa, że wpada do wody. Powoli tonie, cały czas śpiewając. Jak w transie.

Na słynną scenę z „Hamleta” porwał się w 1851 roku dwudziestodwuletni geniusz nazwiskiem John Everett Millais. Photograph_of_John_Everett_Millais_by_Charles_Dodgson

Pracował długo, prawie rok. Najpierw w plenerze, potem w pracowni. Efekt? Wielki sukces młodego autora. Bynajmniej nie krótkotrwały – jego dzieło fascynuje i inspiruje od 160 lat.

Ale, ale. Millais nie był jedynym malarzem, którego zainspirował dramat Szekspira. Co więcej, obłąkana córka szambelana królewskiego w Danii (mowa oczywiście o Ofelii) plasuje się najwyżej w rankingu popularności szekspirowskich wątków adaptowanych na sztuki piękne. Naliczyłam 22 przedstawienia szambelanówny, zaś wśród najsłynniejszych autorów wymienić wypada Eugène’a Delacroixa, Odilona Redona i Dantego Gabriela Rossettiego.

Z artystycznych wyżyn samobójstwo Ofelii przeniknęło nawet do świata pop-kultury. To o tej nieszczęsnej dziewczynie śpiewają Nick Cave i Kylie Minogue w „Where Wild Roses Grow” (w teledysku piosenkarka udawała topielicę);

imgres imgres-2 imgres-1 imgres-4 imgres-3imgres-5do niej odnosi się reklama mody Kenzo zrealizowana przez fotografa Grega Kadela: modelki niby toną, ubrane w kreację japońskiego mistrza.77356cac1205ddd86c7d76ceb0b84ace

Przeciwko wiktoriańskiej hipokryzji

Tak naprawdę, to nie francuscy impresjoniści, ale młody, zdolny i rewolucyjnie nastawiony do akademickiego malarstwa Brytyjczyk okazał się prekursorem malarstwa plenerowego. Nie działał w pojedynkę – wraz z nim sześciu innych zuchów pragnie przywrócić „zepsutemu moralnie i wizualnie” akademickiemu malarstwu szczerość, prostotę oraz etyczne przesłanie.

Jest połowa XIX wieku. W Europie po Kongresie Wiedeńskim i upadku Napoleona pozornie panuje spokój. Burżuazja rośnie w siłę i dobra; kwitnie postęp techniczny i wynalazczość; rozwijają się nowe dziedziny nauki. Jednak obyczajowość kostnieje, hipokryzja kwitnie, występek i bieda szerzą się w pozornie coraz bogatszych miastach. Bastionem konserwy stają się Wyspy Brytyjskie pod rządami królowej Wiktorii.

I oto w 1848 roku, kiedy tłusta i purytańska monarchini fetuje dziesięciolecie szczęśliwych rządów, powstaje tajne bractwo. Nazywają się Prerafealitami, jako że – stylistycznie i uczuciowo – odnoszą się do sztuki włoskiej sprzed dojrzałego Renesansu, sprzed Rafaela. Obrazy sygnują literami PRB (skrót od nazwy, po angielsku Pre-Raphealite-Brotherhood), których nikt nie potrafi rozczytać do momentu, kiedy Dante Gabriel Rossetti, pomysłodawca i nieformalny przywódca grupy, nieopatrznie zdradził znaczenie szyfru. Natychmiast w prasie podniósł się lament: młodzi zuchwalcy szargają imię Rafaela, największego mistrza wszech czasów! Niespodziewanie, w sukurs przyszedł bractwu John RuskinJohn_Ruskin_-_Portrait_-_Project_Gutenberg_eText_17774, autorytet naukowy i krytyczny. Radził artystom, żeby „podeszli do natury niczego nie odrzucając, niczego nie wybierając i niczym nie gardząc”.

Grupa jak najchętniej przyjęła tę zasadę. W ich wczesnych scenach pejzażowych zdumiewa roślinność odwzorowywana z drobiazgową dokładnością. W naturalnej scenerii pojawiały się tematy wzięte z życia, najczęściej niepopularne, wstydliwie przemilczane: prostytucja, emigracja „za chlebem”, praca dzieci. Równolegle, pojawiały się motywy religijne oraz literackie, a także sceny z legend o Rycerzach Okrągłego Stołu.

Krzaki nad Tamizą

Prerafealici byli młodzi – najstarszy William Hunt liczył 21 lathunt-william; Rossetti miał lat 20, William_Holman_Hunt_-_Portrait_of_Dante_Gabriel_Rossetti_at_22_years_of_Age_-_Google_Art_Projecta John Everett Millais zaledwie 19. Photograph_of_John_Everett_Millais_by_Charles_DodgsonOtaczała go fama geniusza. Jego nadzwyczajne zdolności objawiły się już we wczesnym dzieciństwie; miał 11 lat, gdy przyjęto go do londyńskiej Royal Academy School jako najmłodszego ucznia w historii szkoły.

Millais znalazł w Kingston-upon-Thames pod Londynem scenerię, która wydała mu się idealna dla samobójstwa Ofelii. Przez cztery letnie miesiące z encyklopedyczną dokładnością odtwarzał tamtejszą roślinność, co wymagało od niego nie lada poświęceń. Tak je opisał: „Siedziałem po jedenaście godzin w garniturze, pod parasolką rzucającą cień szerokości półpensówki. Gdy dopadało mnie pragnienie, gasiłem je wodą ze źródła płynącego tuż za moim stanowiskiem. Ryzykowałem, że skończę jak Ofelia, wpadając do wody”.

Znawcy wyróżnili ponad tuzin roślin oddanych. Niektóre pełnią rolę symboli. Oto pochylona nad oszalałą panną wierzba płacząca, mówiąca o jej niespełnionej miłości. Pokrzywa świadczy o jej cierpieniu, stokrotka oznacza niewinność, fiołek – wierność i czystość. Część interpretatorów pracy upiera się, że artysta zakamuflował wśród roślinności przedstawienie czaszki – zapowiedź rychłej śmierci Ofelii. Być może to jedynie złudzenie i chodzi tylko grę światła i cieni na liściach oraz trawach.

A ona? Ubrana w prostą, lecz cudnie haftowaną srebrną nicią suknię, leżała godzinami w… wannie. siddal in waterNo, bo w angielskim plenerze zrobiło się za zimno. Ale w pracowni Millaisa też nie cieplej. Elizabeth marzła, godzinami pozując w wannie wypełnionej cielą, lecz stopniowo chłodniejącą wodą. Co z tego, że malarz starał się podnieść temperaturę grzejnikami olejowymi i lampami naftowymi? Modelka zapadła na bronchit, zaś tata dziewczyny ruszył do ataku na malarza. „Zapłać pan chociaż za leki”, nalegał. Niestety, bez skutku.

Życie na wzór dramatu

Modelka z „Ofelii” Millaisa również przedwcześnie rozstała się z życiem. A jak na pannę z ubogiej klasy pracującej miała je wyjątkowo burzliwe. Czy była piękna? Zależy od obrazu. Na autoportrecie Elizabeth Eleanor Siddal zwana Lizzie (obraz z 1854 roku, kiedy bohaterka liczyła lat 25) nie wydaje się tak urzekająca, jak na obrazach jej wielbicieli i kochanków. Pewnie sama siebie nie idealizowała. Najbardziej mistyczny jej wizerunek powstał… po śmierci.

Może tej śmierci nie chciała, lecz sprowokowała: przedawkowała laudanum, nie potrafiąc poradzić sobie z depresją po urodzeniu martwej córki. Była wówczas żoną jednego z najbardziej kontrowersyjnych malarzy (także poetów) wiktoriańskiej epoki – Dantego Gabriela Rossettiego. To on, owdowiały po niespełna dwóch latach zalegalizowanego związku z Lizzie,

Santca Lilias portrait-of-elizabeth-siddal-1855-pen-and-ink-rossetti tumblr_mcnj3ifwlb1rh888mo3_400stworzył jej najbardziej uwzniośloną podobiznę, czy raczej – wyobrażenie-wspomnienie. „Beata Beatrix” symbolizuje miłość trwalszą niż śmierć; uczucie ziemskie i pozagrobowe; uniesienie ciała i duszy.dante_gabriel_rossetti_17_beata_beatrix

Dante Gabriel (w istocie – Gabriel Charles Dante Rossetti; syn włoskiego uchodźcy, który przestawił sobie kolejność imion ze względu na „duchowe pokrewieństwo” z genialnym poetą) także podjął samobójczą próbę, lecz nie z powodu utraty ukochanej. Wkrótce po śmierci Elizabeth pocieszał się w ramionach innych dam (najpierw była Fanny Cornforth, pulchna blondyna zatrudniona jako gospodyni domowa artysty, potem modelki Ruth Herbert, Alexa Wilding i Annie Miller, wreszcie – wspaniała, wysmukła, królewska Jane BurdenProserpine-(utdrag),Jane_Morris_1865 żona Williama Morrisa, do której malarz od lat żywił dziwaczne i niejednoznaczne uczucie, a nade wszystko – podziwiał urodę. Z latami rozchwiany emocjonalnie Rossetti uzależnił się od alkoholu i narkotyków (brał chloral), miewał halucynacje, stany depresyjne i paranoiczne. Po tym, kiedy targnął się na życie, podobnie jak Siddal zażywając nadmiar laudanum, poddano go kuracji (był rok 1872, miał wtedy 44 lata). Skutecznej – mógł nawet przed pewien czas tworzyć. Jednak organizm nie wytrzymał i dekadę później mistrz zmarł na niewydolność nerek.

Chorowite jest piękne

Wracając do Elizabeth vel Lizzie – zanim Rossetti ją poznał, sportretowali ją inni artyści. Najpierw dwudziestoletnią pomagierkę w sklepie kapeluszniczym wypatrzył Walter Deverell, student Rossettiego. W 1850 roku młodziak wprowadził pannę do Bractwa Prerafealitów. Emma-West-as-Lizzie-Siddal.-Photo-Credit-Rebecca-PittPozowała swemu „odkrywcy” do obrazu „Twelfth Night”; potem oczarowała Johna Everetta Millaisa, który uwiecznił ją w arcydziele „Ofelia”. Wreszcie, zakochał się w niej Rossetti. Pod jego wpływem Lizzie zrezygnowała z pracy u modystki, zamieszkała z artystą, zaczęła uczyć się techniki malarskiej. Okazała się wcale zdolna. Ilustrowała książki, pisała poematy, malowała ( John Ruskin wykupił wszystkie jej prace).

Rossetti i Siddal zaręczyli się już w 1851 roku, lecz małżeństwo doszło do skutku dopiero dziewięć lat później. Dlaczego? Jedni mówili – ona ma słabe zdrowie; inni – jego na to nie stać. Tak naprawdę, panu artyście było wygodniejszy związek na kocią łapę. Dopiero po śmierci Elizabeth zrozumiał, co stracił. Wraz z ukochaną pochował… własną twórczość poetycką. Dosłownie – włożył do trumny manuskrypty. Tak zdecydował, by wyrazić ból. Jednak po dekadzie ego wzięło górę nad stratą. W1870 roku postanowił ekshumować zwłoki, by wydostać zdeponowane w grobie rymy. Sam nie jest w stanie przeżyć takiej traumy – akcję odzyskania „Poematów” oddał w ręce przyjaciół. Sam siedział w pobliżu mogiły, gryząc palce ze zdenerwowania i czekając niecierpliwie na moment odzyskania wierszy. Truchło Lizzie niewiele już go nie obchodziło…

Skandal w rodzinie

Z historią „Ofelii” i losami jej autora łączy się jeszcze jeden romans o skandalicznym posmaku. Kiedy John Ruskin john_everett_millais_14_john_ruskinzajął się rozwijaniem artystycznych talentów Lizzie, jego żoną „zaopiekował się” John Everett. I to skutecznie – Effie Gray Ruskin Euphemia_('Effie')_Chalmers_(née_Gray),_Lady_Millais_by_Thomas_Richmondzakochała się w młodym malarzu. Nie był bynajmniej przelotny romans. Małżonka autora „Kamieni Wenecji” zdecydowała się na rozwód. A następnie ślub z ukochanym. W 1855 roku cały Londyn ekscytował się tą sensacją. Dla uspokojenia plotek nowożeńcy wyjechali do Szkocji, gdzie na pewien czas osiedli. Po siedmiu latach wrócili, z ósemką dzieci. Styl Millaisa zaczął się zmieniać. Stał się poprawnie akademicki, tematy zaś – sentymentalne.

the-bridesmaid John Everett Millais - Sleeping John Everett Millais: The Black Brunswicker. John_everett_millais_ruling_passion JWLadyOfShalott millais18 5554209914_c2fe2d64e1 john_everett_millais_55_joan_of_arc-e1368185631894 the-return-of-the-dove-to-the-arkSir_John_Everett_Millais_002 hearts-are-trumpsTo musiało się spodobać. Odtąd malarz dobrze zarabia, awansuje. 24 2Cóż, duży dom wymaga stałych dochodów. Dawny buntownik obrasta w zaszczyty (dostał tytuł baroneta), wchodzi do grona akademików, obejmuje stanowisko przewodniczącego Royal Academy. Niestety, ciszy się tym zaszczytem niecałe pół roku. Umiera w 1896 roku, popularny, podziwiany, bogaty. Wkrótce nikogo nie obchodzą jego dojrzałe, schlebiające mieszczańskim gustom kompozycje. Ponadczasową sławę zawdzięcza młodzieńczej „Ofelii” i trudom towarzyszącym powstaniu dzieła.

 

John Everett Millais „Ofelia”, 1851- 52, olej na płótnie, 76 x 112 cm, Tate Gallery, Londyn

 

22
Nov

Autobiografia w obrazkach

Udostępnij:

Po 1989 roku ruszyłam z entuzjazmem do walki o sztukę. Dekada po stanie wojennym nie dawała szans na rozwinięcie krytyczno-publicystycznych skrzydeł: ograniczał nas – tych niesprzyjających czerwonej władzy – zakaz pisania/mówienia/występowania w oficjalnych mediach. A innych nie było.

Więc gdy poprzedni strój legł w gruzach – do roboty! Sztuka stała się wolna, ja też. Słowa również zostały uwolnione. Takoż sądy, poglądy, przekonania. Wydawało się – w każdym zakresie, w sztuce zwłaszcza.Eugène_Delacroix_-_La_liberté_guidant_le_peuple

Krytyka sztuki znakomicie odpowiadała mojemu temperamentowi oraz umiejętnościom. Jeszcze wtedy istniał taki zawód/pasja/powołanie.

Pomijając detale stroju – zachowywałam się jak Marianna. Też się obnażałam – psychicznie. Szczera, odważna, bezkompromisowa.

9Wytaczałam armatnie argumenty przeciwko tandecie i nawykom (estetycznym). Wyjaśniałam, że sztuka może być mniej miła dla oka i niezbyt wygodna dla sumienia gwałtownie odkuwającego się, nagle wzorowo konsumpcyjnego społeczeństwa.

.somosierra2_orginalBywało trudno. Zwłaszcza w dość tradycyjnej gazecie „Rzeczpospolita”. Ale wywalczyłam tam sporą niezależność.

Madame_Récamier_painted_by_Jacques-Louis_David_in_1800   Nie spoczywałam.

c3a9douard-manet-the-railway-gare-saint-lazare-1872-731Podróżowałam, oglądałam, chłonęłam to, co dzieje się za granicą.

cezanne.fatherNamiętnie czytałam, uzupełniając na bieżąco wiedzę z historii sztuki.

Wojciech_Fangor_SOAP_OPERA_1979 Popularyzowałam sztukę w mediach „gadanych” – w radio i tv. Nabywałam sprawności, których wcześniej nie posiadałam: mówienia do kamery, do mikrofonu. Ba, nauczyłam się montażu telewizyjnego i robiłam własne popularyzujące sztukę programy w tv. Dostałam stały felieton w Trójce; udział w dyskusjach w Dwójce.  Byłam częstym gościem radia S; pojawiałam się w Jedynce. Do tego Pegaz (tv) i inne, własne programy artystycznie edukujące.

kiss1 image9W życiu prywatnym też mi się zaczęło układać. Poznałam wreszcie tego jedynego i zjednoczyliśmy się – w pocałunku, w tańcu, w codzienności. Co obowiązuje do tej pory.

thedancingclass1874.jpgHD Na mediach moja aktywność nie kończyła się. Zaczęłam uczyć, prowadzić młodych na wystawy, opowiadać o dziełach w galeriach, otwierając ludziom oczy przy pomocy żywych przykładów.

the-cardgame-1950Ale diabeł nie spał.

Podczas gdy ja biegałam za motylkami, nieświadoma, że trzeba się ustawić, inni formowali układ.2233327

Jak dziecko wierzyłam, że sztuka/kultura – to rewiry, gdzie spotykają się ludzie o wyższym niż gdzie indziej (np. w polityce, biznesie) morale.

the-awakening-conscience-1853Któregoś dnia nastąpiło przebudzenie. Otrzeźwienie. Wstałam z kolan nader kulturalnego kochanka (kochanki?).  Zauważyłam interesy. Cudze. Szyte coraz grubszymi nićmi. Bo dla społeczeństwa sztuka nigdy się specjalnie nie liczyła, a po kryzysie 2008 – w ogóle zniknęła z pola zainteresowań. Ci, co kręcili na tym marginalnym poletku swoje lody, nie napotykali na żadne przeszkody.

the-desperate-man-self-portrait-1845Wreszcie to zrozumiałam.

The fabric of everyday lifeStara idiotka. Wciąż poza układami, wciąż borykająca się z rzeczywistością w pojedynkę.

2926_bigWrzasnęłam. Krzyk pooooszedł… po fali.

Na efekty nie trzeba było długo czekać.

analiza_i_interpretacja_obrazu_57824Odbyła się egzekucja.

11transnTak, jasne – to metafora. Ale wykluczenie jest jak zabójstwo.

francisco-goya-cykl-okropnoc59bci-wojny-e1327185560614Zwłaszcza mordercze jest odebranie pasji.

Naraziłam się układowi. Czy raczej – układom. Różnym sieciom, siatkom, mafiom i mafijkom.

Najlepiej dla nich byłoby, gdybym zrobiła to, co ta pani.

1280px-John_Everett_Millais_-_Ophelia_-_Google_Art_Project

Pozostało mi jedno wyjście: internet. Niniejszym korzystam.

22
Nov

Pojedynek o żółty brzuch (o ulubionej modelce Edouarda Maneta i kilku skandalach)

Udostępnij:

 

Co ty wiesz o Olimpii? Że to tytuł jednego z najsłynniejszych obrazów świata pędzla Édouarda Maneta; że wokół dzieła wybuchł jeden z najgłośniejszych skandali w historii sztuki, bo był „płasko” namalowany i artyście pozowała kobieta lekkich obyczajów. Mało kto wie, jaką drogę przeszło płótno, zanim trafiło do paryskiego Musée d”Orsay i komu Francja zawdzięcza ten cud. Bo nie zdarzyło się to ot, tak sobie, przez wzgląd na wartość dzieła i rangę autora.Edouard_Manet_-_Olympia_-_Google_Art_Project_3

 Prowokacyjny ogon kota

Pokazana w 1865 roku na Salonie Paryskim, „Olimpia” od pierwszego dnia zyskała złą sławę. I właśnie dlatego do obrazu ustawiały się kolejki. Nie cichły komentarze – jak to się stało, że jurorzy przepuścili taką prowokację? Owszem, sędziowie zorientowali się, do czego pije Manet – do „Wenus z Urbino ” Tycjana. 17198424_130624_1840_38 Giorgione_-_Sleeping_Venus_-_Google_Art_Project_2A Tycjan odnosił się do Goiorgione’a…

Ale Francuzowi nie chodziło o boginię, lecz o kokotę! Co do zawodu modelki nie było wątpliwości. Spoczywa na łóżku, chuda, blada, zapewne znużona bezsenną nocą; z jednej stopy zsuwa się jej ranny pantofel; drugi już spadł, leży na łóżku. Bezwstydnica, taksująca widzów wyzywającym i cynicznym spojrzeniem. Służąca, Murzynka, przynosi jej bukiet kwiatów, niewątpliwie dar od klienta. Do tego Tycjanowskiego pieska zastąpił czarny kot, symbol sprośności, ze skandalicznie uniesionym ogonem (publiczność umiała odczytać ten znak).

To znów ten zuchwalec Manet, ten od „Śniadania na trawie!” I modelka ta sama, znów naga, znowu patrząca każdemu prosto w oczy. Grad obelg spadł na nią i na autora. Dlaczego? Bo mało który z widzów płci męskiej miał odwagę przyznać się, że podobne sceny zna z autopsji. W tamtym czasie w samym Paryżu zarejestrowano 5 tysięcy prostytutek. Dalsze 30 tysięcy pracowało „na czarno”, obsługując klientów z klasy średniej w domach schadzek. Najbogatsi wynajmowali swoim „podopiecznym” apartamenty (motyw znany z „Damy kameliowej” czy „Traviaty”).

Salwom śmiechu i oburzonym okrzykom sekundowali krytycy. Jeden z nich pisze w periodyku „L”Artiste”: „Kpiny czy parodia, chciałbym wiedzieć. Co znaczy ta odaliska o żółtym brzuchu, bezecny model wzięty nie wiadomo skąd, który wyobraża Olimpię?”. Współbrzmi z nim głos dziennikarza z „La Presse”: „Tłum ciśnie się jak przed wejściem do kostnicy, żeby zobaczyć przywiędłą Olimpię”.

Na gest poparcia zdobywają się najwięksi. Charles Baudelaire baudelaire_The_Perfume_Magazineusiłuje podnieść autora obrazu na duchu: „Kpią sobie z pana; drażnią pana szyderstwami; nie umieją oddać sprawiedliwości itd., itd. Czy myśli pan, że jest pan pierwszym człowiekiem w podobnej sytuacji? Czy ma pan więcej geniuszu niż Chateaubriand i Wagner? A jednak kpiono sobie z nich niezgorzej. Nie umarli od tego.”

Najgorliwszym apologetą Maneta okazuje się Émile Zola. ZOLA_1902BPisarz zdaje się rozumieć intencje autora: „Dla ciebie obraz jest tylko pretekstem do analizy. Potrzebna ci była naga kobieta, przyszła ci na myśl Olimpia; potrzebne ci były świetliste plamy, namalowałeś bukiet kwiatów; potrzebne ci było coś czarnego, umieściłeś obok siebie Murzynkę i kota. Co to wszystko znaczy? Ty tego nie wiesz dobrze, ja także nie. Wiem jednak, że jest to praca malarza i to wielkiego malarza”.

Tenże Zola jako pierwszy był przekonany, że miejsce Maneta jest w Luwrze. „Zrobiłbym dobry interes, gdybym mając pieniądze kupił dziś wszystkie jego dzieła”, zauważał po obejrzeniu „Śniadania na trawie”. Niestety, nie dotrzymał słowa, kiedy już był przy kasie.

Żonaty kawaler

Kim był artysta? Dziecko szczęścia, wychowane w luksusie, w domu wysoko postawionego sędziego i damy, którą do chrztu trzymała królowa Szwecji. Każdy, kto choć raz był w Paryżu, wie, że rue Bonaparte w dzielnicy Saint-Germain-des-Prés oraz rue Clichy, gdzie upłynęły dziecięce i młodzieńcze lata Édouarda, to okolice ekskluzywne i drogie. Ale dzieciak państwa Manet nie wyróżniał się żadnymi szczególnymi zdolnościami, szkołę skończył z wynikami najwyżej średnimi. Potem, siedemnastoletni, wstąpił do szkoły marynarskiej – lecz tu także nie widział dla siebie miejsca. Poczuł, że jego przeznaczeniem jest malarstwo. I znów sprawił rodzicom zawód – ani myślał o rzetelnej edukacji w Akademii Sztuk Pięknych. Trochę pouczył się prywatnie, a nade wszystko – powłóczył po muzeach europejskich i paryskich. To była dlań najlepsza nauka. Jednocześnie, „studiował” dandyzmu, czyli bywanie na salonach, w kawiarniach i wszędzie tam, gdzie należało.

Rok 1863, Manet staje się gwiazdą Salonu Odrzuconych dzięki aferze ze „Śniadaniem na trawie”manet-sniadanie-na-trawie-dorsay. Jest tematem plotek numer jeden oraz główną atrakcją Paryża. Zabiega o niego każdy ambitny dom, żeby choć uświetnił kolację…

Oto on, trzydziestojednolatek o długich, kręconych blond włosach (niestety, rzednących) i stylowo uformowanej jasnej brodzie. Idzie nonszalanckim, rozkołysanym krokiem, świadomy swego uroku i wpływu na kobiety. Wąskie biodra, szerokie bary; szykowny, najmodniejszy strój – dopasowane spodnie, żółte zamszowe rękawiczki, cylinder, wsuwane kamaszki, cienka laseczka.edouard-manet-standing d649f7297259ba1dc889aae75b487e25 Edouard-Manet-Henri-Fantin-Latour Carolus-Duran_-_Portrait_of_Edouard_Manet

Jest wieczór. Manet wkracza do Café de Bade – i wszystkie damy jego. Nawet mężczyźni go podziwiają, zazdroszcząc aparycji, ogłady oraz swady, z jaką rzucał błyskotliwe zdania swym charakterystycznym chrapliwym głosem. Bracia Goncourtowie, najwybitniejsi kronikarze tamtej epoki, złośliwcy jakich mało, używają sobie na Manecie-snobie w „Dziennikach”. Jednak ich opinia nie ma dla wielbicielek znaczenia. Wszystkie marzą o zdobyciu tego atrakcyjnego kawalera…

Czyżby? Zmyłka, drogie panie. Już w 1851 roku dziewiętnastoletni Édouard zakochał się w pewnej Holenderce, która przychodziła do domu Manetów uczyć chłopców (było trzech braci) gry na fortepianie. Pogodna, pulchna, niebieskooka blondynka Suzanne Leenhoff DT1929 portrait-of-suzanne-manet-1870zachwyciła młodzieńca, który nie omieszkał odwiedzać ją poza domem. Gdy zaszła z nim w ciążę, sprawca wiedział jedno: ojciec nie może się o tym dowiedzieć. Bękart sędziego? Rzecz nie do pomyślenia. Na szczęście, matka Édouarda, bardziej praktyczna i mniej surowych obyczajów, pmogła synowi wybrnąć z afery. W styczniu 1852 roku Suzanne urodziła syna, przedstawianego potem jako jej brata. Malarz wystąpił w roli chrzestnego małego. Odtąd Manet-junior wiódł podwójne życie. Oficjalnie młodzieniec do wzięcia, w istocie – ojciec rodziny. Ta sytuacja trwała do śmierci Maneta-seniora.

Zaraz potem, w październiku 1862 roku, Suzanne i Édouard (ich syn Léon miał 11 lat) połączyli się małżeńskim węzłem. Skromna uroczystość odbyła się w Holandii, ojczyźnie panny młodej. Po powrocie do Paryża rodzina zamieszkała wreszcie razem. Zabawne – Léon wciąż uważał matkę za siostrę, a biologicznego tatę – za ojca chrzestnego. Podobno prawdziwa tożsamość chłopaka nigdy nie wyszła na jaw.

Ta, która pozowała

A co z ulubioną modelką Maneta? Zwrócił na nią uwagę… w gmachu sądu, gdy wychodziła po przesłuchaniu.

. Victorine_Louise_Meurent_(1844_–_1927) Victorine Meurent na fitografii.

 

Obrzuciła go wówczas śmiałym wzrokiem, które go zachwyciło. I zapragnął to spojrzenie uwiecznić na obrazach. Kim była? Znamy jej dane: Victorine Meurent,

Le_jour_des_rameaux portrait-of-victorine-meurent-new-olympia manet_victorine_detail  victorine-meurent-1862córka rzemieślnika wyspecjalizowanego w patynowaniu brązów, urodzona 1844 roku, zmarła 83 lata potem, podobno w ubóstwie. A za młodu zebrała spory kapitalik. Od szesnastego roku życia pozowała w pracowni niejakiego Thomasa Couture’a, gdzie uczęszczał Manet. Rudowłosa, drobna, acz proporcjonalnie zbudowana, ze względu na gabaryty ochrzczona „Krewetką”. Muzykalna. in-the-conservatory-edouard-manet-1879-en11231

Występowała w paryskich café-concerts, gdzie popisywała się grą na gitarze i skrzypcach; trochę też śpiewała. Poza tym, trudniła się najstarszym zawodem świata. Nie, żeby była uliczną dziwką – to była luksusowa kurtyzana, inteligentna, i, jak się wkrótce okazało, plastycznie utalentowana. Manet sportretował ją wielokrotnie. Miał do niej słabość nie tylko ze względu na interesującą urodę. Panna Meurent okazała się wcale pojętną uczennicą mistrza. Poza tym, przez jakiś czas stała się mu się szczególnie bliska, aż za bardzo…3801

Po raz pierwszy pozowała Manetowi w 1861 roku w „Śpiewaczce ulicznej”Edouard_Manet_072; rok później w kostiumie matadora. Potem było „Śniadanie na trawie” i oczywiście „Olimpia”. Po trzech latach wystąpiła jako „Kobieta z papugą”, wyjątkowo grzecznie odziana. Zanim rozstali się w 1873 roku, Victorine zdążyła jeszcze pozować do „Gare Saint-Lazare”manet.railroad, ostatniej kompozycji Maneta z jej udziałem. Trzy lata potem sama zadebiutowała jako malarka. O ironio, jury paryskiego Salonu przyjęło jej prace, odrzucając płótna tego, który tak wiele ją nauczył. Wkrótce madame Meurent zaczęła robić karierę malarską. Przyjęta na podstawie prac do Akademii Sztuk Pięknych, w 1903 roku weszła do grona Societé des Artistes Francais. Nie lada honor! Dlaczego po takim sukcesie artystka w 1906 roku opuściła Paryż? Bo… związała się z kobietą, niejaką Marią Dufour i zamieszkały we dwie w Colombes, na paryskim przedmieściu. Szkoda, że nie dane nam ocenić skali jej malarskich osiągnięć – większość dorobku zaginęła.

 

Ostatnia walka Olimpii

Rok 1890, 17 listopada. Prezydent Republiki Francuskiej, minister edukacji i sztuki oraz dyrektor departamentu sztuk pięknych podpisują przyjęcie aktu darowizny, co publikuje „Journal officiel”. Cztery miesiące później wdowa po malarzu, pani Susanne Manet250px-Edouard_Manet_083, kwituje odbiór sumy 19 tysięcy 415 franków – należność za „Olimpię”. Doprowadził do tego Claude Monet, młodszy kolega zmarłego, nieformalnego przywódcy impresjonistów. Tak, ten artysta, który po drodze do sławy zaznał biedy, głodu, upokorzeń. Postawił na szalę swą reputację i z niezwykłym poświęceniem zawalczył o uhonorowanie Maneta. Przy okazji, uratował Francję przed utratą arcydzieła, które już, już miał wywędrować za ocean.

W 1889 roku doszła do niego poufna wiadomość o zamiarze zakupu „Olimpii” przez jednego z amerykańskich kolekcjonerów. Zareagował błyskawicznie. Zorganizował akcję wykupu pracy od rodziny za niebagatelną kwotę 20 tysięcy franków. Jak szalony słał listy do wszystkich, od których mógł się spodziewać aprobaty tudzież finansowego wsparcia. Sam zadeklarował 1000 franków – wspaniałomyślny gest, jeśli porównać z datkami innych subskrybentów. Dla porównania – Stéphane Mallarméstephane-mallarme-3 stephane-mallarme-1892

wszak niebiedny poeta i krytyk, zdeklarował zaledwie 25 fr, impresjonista Camille PissarroOLYMPUS DIGITAL CAMERA, wiecznie bez grosza – dwa razy tyle; Zola nie dał nic, choć miał kasę.…

Mimo wszystko udało się zebrać sumę prawie odpowiadającą wymogom wdowy. Jednak wykupienie od rodziny i darowizna na rzecz państwa nie wystarczyły, żeby obraz znalazł się na honorowym miejscu w Luwrze – opinia publiczna nadal była temu przeciwna. Wytaczano argumenty z najcięższego kalibru – że impresjonizm to regres sztuki; że występujący pod tym szyldem malarze to pozerzy i nieudacznicy. Krzywił się nawet Edmond de Goncourt, wystawiający kierunkowi w „Dziennikach” ocenę niedostateczną: „Wraz z Manetem i jego następcami umarło malarstwo olejne”.

Co więcej, pod koniec 1889 roku, przez „Olimpię” omal nie doszło do… pojedynku. Wyzwany został Claude Monet. claude-monetmonet-claude-c-face-half Portrait of Claude Monet by John Singer Sargent 1889 oil on canvas 40.6 x 33 cm Natinal Academy of Design NYC Claude Monet, młodszy kolega Maneta – często mylony ze względu na podobieństwo nazwisk. Jak się okazało, najbardziej lojalny przyjaciel. 

Jego przeciwnikiem miał być wspomniany Antonin Proust, nie tylko ex-minister, także pierwszy biograf Maneta. Poszło o to, ze Proust, pomimo deklarowanego entuzjazmu dla dorobku Maneta, publicznie wyraził dezaprobatę dla „Olimpii” – że czegoś kompozycji brakuje, choć nie dookreślił, czego. Monet wściekł się, zareagował listem do prasy; Proust zareplikował, między panami zawrzało, aż do propozycji „honorowego” rozwiązania czyli pojedynku. Starcie byłoby groteskowe, Monet nie władał żadną bronią.

Na szczęście, krew się nie polała – sekundantom udało się doprowadzić do porozumienia stron, ale jakie emocje! Była to już prawie ostateczna walka stoczona za i przeciw „Olimpii”. Do finalnego starcia „wulgarnej odaliski” z jej przeciwnikami doszło w 1893 roku, kiedy obraz zawieszono w Luwrze jako pendant do „Wielkiej odaliski” Ingresa, w czym niektórzy dopatrywali się kolejnej profanacji. Wtedy po raz ostatni pikietowano przed muzeum, domagając się wyrzucenia Victorine Meurent ze świątyni sztuki. Bezskutecznie. Wraz z innymi pracami impresjonistów, znienawidzona kurtyzana została przeniesiona do innego paryskiego muzeum, do d’Orsay i tam przebywa do dziś. Walka wreszcie zakończona. Triumfalnie.

 Édouard Manet „Olimpia”, 1863, olej na płótnie, 130,5 x 190 cm, Musée d’Orsay w Paryżu

Paul_Cezanne_A_Modern_Olympia_painting Olimpia Paula Cezanne’a. Godna odpowiedź na arcydzieło. 

I trochę mniej ważne prace – na ten sam temat.

Edouard_Manet_-_Olympia_-_Google_Art_Project_30Abrantes-Olympia-IId7-0907-art-3-jpgOlympia-Von-D-Manet-Painting--81588maxresdefaultbest_in_showk_olimpia1o-OLYMPIA-570553b77e0aad2ca4fae25d3d23f4ce802YSLyasumasa

 

To wszystko –współczesne pastisze i parafrazy Olimpii.  Wielka sztuka, reklama, moda, zabawa. Tak arcydzieła stają się własnością publiczną.

 

Mało który obraz w historii miał tak liczne pastisze, jak „Olimpia”. Powyżej – kilka przykładów.

 

 

21
Nov

Unikanie stanów pośrednich

Udostępnij:

Desa Unicum 20 listopada 2014 Andrzej Wróblewski – aukcja prac na papierze / 28 pozycji 

W skrócie z opisów w katalogu: 12 prac dwustronnych (w tym dwa szkice) / 6 prac w latach 2002-2011 było depozytami MNK / 16 prac pochodzenie – spadkobiercy artysty / 1 praca z kolekcji prywatnej / 18 prac nie było nigdy wystawianych / przy 20 pracach opis – oprawa , a oprawione były wszystkie… i tu niestety lekka porażka – spora cześć prac miała zakryte częściowo sygnatury …dlaczego ?  – ale za to czytamy„ praca zamontowana w passe partout, plecy wykonane z tektury bezkwasowej posiadającej atest”. Atestu nie załączono, ale do każdej z prac dołączono opinię Fundacji Andrzeja Wróblewskiego, oraz odciski palców na szybach i ramach – gratis.

Na sali jakby pusto. Dało się zauważyć kolekcjonerów, marchandów, kuratorów, a i kupujących też nie zabrakło. Katalog z profesjonalnymi coraz bardziej opisami, praca wystawiana, opisana, reprodukowana itd. Wszystko dodatkowo wzbogacone zdjęciami.

Jeszcze nie zaczęła się licytacja a już łączono się z klientami. Kajtek siedzący (lot.1) tusz, papier  z 19 tys. posiedział sobie do 38 tys. Głowa dziewczynki (lot.3) akwarela, papier i tak mimo wysokiej wyceny 60 tys. nabrała kolorów za dodatkowe 20 tys.

Andrzej Wróblewski (1927 - 1957) (Głowa dziewczynki) [Głowa dziewczynki nr 1027]

Andrzej Wróblewski (lot.3) / dwustronny
(Głowa dziewczynki) [Głowa dziewczynki nr 1027]

Szkic do rozstrzelania (lot.8) ołówek, papier z 38 tys. padł dopiero za 55 tys. dla Pani Joanny która licytowała przez telefon. Zresztą od początku aukcji “była na telefonie”. Buty, martwa natura (lot. 7) nie zaszły za daleko – 3 tys. więcej niż wywołanie. Autoportret (lot. 8) tusz, papier  dwustronny z 28 tys. rozrysował się do 48 tys. Ryba (lot. 11) ołówek, papier powiększyła raz jeszcze  swoją objętość wycenioną na 25 tys. Kompozycja abstrakcyjna zielona (lot. 13) akwarela, papier, cena (jak za mały format 16,3 x 22,7cm ) spora 45 tys. no i znowu 20 tys. więcej. Szkic do martwej natury z cebulą (lot. 15) tusz, papier z 18 tys. nie wycisnął łez, lecz tylko 2 tys. więcej. Traktor (lot.20) akwarela, gwasz, papier za daleko nie odjechał z 40 tys. Ruszył  i zatrzymał się raptem 2 tys. dalej. Sprzedaż warunkowa. Zdjęcie rodzinne (lot. 21) gwasz, tusz, papier z 48 tys. prawie jak mignięcie fleszu w aparacie mamy 70 tys.

Andrzej Wróblewski (1927 - 1957) Zdjęcie rodzinne gwasz, tusz/papier, 29,4 x 41,7 cm

Andrzej Wróblewski (lot.21) 
Zdjęcie rodzinne
gwasz, tusz/papier, 29,4 x 41,7 cm

Gość dyplomatyczny (lot.25) akwarela, gwasz, tusz, papier zaczynał od 42 tys. a delegacja zakończyła się po ostrej licytacji między osobami na sali, a tymi po drugiej stronie słuchawki kwotą 60 tys. Wylicytowano wszystko, kilka prac warunkowo.

21
Nov

Wstydliwy temat (recenzja komiksu „Spust”)

Udostępnij:

Niewinnie brzmiący tytuł „Spust” dopełnia buńczuczny, prowokacyjny podtytuł-wyjaśnienie: „pamiętnik onanisty pasjonata”. Do tego równie ekshibicjonistyczna okładka – facet leżący w betach, twarzą w poduszce, z walającymi się dookoła kawałkami papieru toaletowego. Jakby było mało, czwartą okładkę zapełnia komiks-komentarz: dwie laski w galerii handlowej dostrzegają „Spust”, sądzą, że to książka o zakupoholiczce, kartkują tom, oburzają się, wyrażają pogardę i… biegną kupować nowe buty. A beznadziejny autor beznadziejnego komiksu czeka – bez nadziei – na spotkanie z czytelnikami.

Czy po takiej auto-antyreklamie warto zapuścić się w „Spust”?

Jak najbardziej.

20
Nov

Niedostateczny z tematu (rec. filmu „Scenariusz na miłość”)

Udostępnij:

Kontynuuję post z fb.

 

…Ale to jeszcze dałoby się znieść, gdyby film miał to COS, co sprawia, że wybacza się mankamenty i zapamiętuje najlepsze momenty. Lub bodaj jakieś żywsze uczucia, które obraz po sobie zostawia

.0159db6bf9unnamed unnamed-2

Tu nie ma czego darować, zachować w pamięci, nawet się oburzyć. Wszystko jest równie miałkie, nytkie, utrzymane w temperaturze agonalnej (poniżej 34 stopni C.). Nawet sceny łóżkowe są dodane na sile i ani trochę nie seksy. 

Hugh unnamed-3

nawet się nie stara wypaść przekonująco. Od czasu do czasu demonstruje swój słynny smile, chwilami się zamyśla, robi maślane oczy i… to wszystko.

Partnerująca mu Marisa TomeiDSC_6428.NEF, choć szczerze się szczerzy, nie potrafi przykuć oka widza – magnetyzm, to nie jej przypadek. Reszta nie lepsza (może tylko pies Henry, labrador, ma swoje dwie minuty). Najgorsze, że nie wiadomo, o co właściwie reżyserowi i – nomen omen scenarzyście (Marc Lawrence) chodzi.

Chce pouczyć zarozumialca, że dopiero gdy poskromi własne ego, doceni smak życia? Jeśli, to robi to nieskutecznie. Lawrence nawet do pięt nie dorasta Haroldowi Ramisowi, reżyserowi „Dnia świstaka” (1993).222groundhog-day-1

Hugh G. nie wzbudza tak skrajnych uczuć (ani w ogóle żadnych), jak Bill Murray, zaś Tomei mile świetlne do wdzięku i fotogeniczności Andie MacDowell.6zptmkimgres

Lawrence usiłuje powtórzyć sprawdzony schemat: mała, zamknięta społeczność, w niej – dwie kontrastowe, równie silne osobowości; konflikt, postawienie sprawy na ostrzu noża, pokajanie się jednej ze stron, dogadanie, aplauz świadków (studentów) sielanka. To znamy z filmu „Wypisz, wymaluj miłość” (w rolach głównych Clive Owen I Juliette Binoche), wypisz-wymaluj-miłość Clive_Owen_jako_anglista_6435496 wypisz-wymaluj-milosc-fred-schepisi-kino-swiat-2014-04-22-014-920x611 Juliette_Binoche_Clive_6415294całkiem niedawno goszczącego na naszych ekranach (bez echa). I choć w przypadku „Scenariusza…” walka nie prowadzi zwaśnionych stron do erotycznej konsumpcji (właściwie, w ogóle jej brak), zasada ta sama.

Zabawne – w którymś momencie przywołane zostaje arcydzieło i klasyka „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” (https://www.youtube.com/watch?v=ALSfr2U2TnY).

W tym porównaniu Hugh wypada tak Robinie Williamsiehqdefault, jak Tomei przy Mac Dowell. A nawet gorzej.

 

A najgorsze, naprawdę najgorsze – to scenariusz. Ani napięcia, ani dowcipu, ani głębszej myśli. Epizody od czapy. Dialogi sypią się, akcja ciągnięta na siłę, puent brak.

Scenariusz na dwóję, nie na miłość. Nawet nie na sympatię.