THE BLOG

21
Dec

Kot, który podglądał (monografia Balthusa w Rzymie)

Udostępnij:

 

Monografia Balthasara Klossowskiego de Rola, zorganizowana w dwóch rzymskich galeriach, wyprzedza 15-lecie jego śmierci. Imponujący zestaw: prawie 200 prac, obrazy, rysunki, szkice i fotografie; wybór od pierwszych, dziecięcych prób po ostatnie płótno; dzieła powszechnie znane, reprodukowane oraz obiekty nigdy wcześniej nie eksponowane publicznie.

 

Okrągła rocznica przypada w lutym przyszłego roku – i wówczas retrospektywa zostanie przeniesiona z Rzymu do Wiednia.

 

Balthus-roma-2Balthus-the-room

Koci król

Pamiętam wizytę Balthusa w Polsce, w 1998 roku. Dodatkowa atrakcja festiwalu Wratislavia Cantans. Mistrz pojawił się na wernisażu we wrocławskim Muzeum Narodowym w towarzystwie żony Setsuko. Zasuszony, stareńki, wyglądał trochę jak średniowieczny mag-szarlatan, trochę jak doża. Strażnicy muzealni zachowywali się jak gwardziści przed Buckingham Palace, tłumek organizatorów i dziennikarzy – jak świta.

Pompa okazała się nieproporcjonalna do jakości i ilości przywiezionych dzieł. Wtedy niezręcznie było pisać, że to ledwo sygnał, nie porządna wystawa. Gdyby pokazano bodaj jedną dziesiątą tego, co obecnie w Rzymie, chyba do Wrocławia pielgrzymowano by na klęczkach.

Chętnie perfumowaliśmy się polskim pochodzeniem artysty, jednego z najsłynniejszych i najdrożej sprzedawanych na świecie.

Tymczasem w jego dorobku daremnie szukać polskich tropów.

Dziedzic starego rodu Klossowskich de Rola od najmłodszych lat wiódł życie wędrowne. Najpierw przebywający w separacji rodzice przerzucali synów (Baltazar miał starszego brata Pierre’a) między sobą; potem samodzielni już chłopcy co trochę zmieniali adresy. Obaj urodzeni w Paryżu, mieli obywatelstwo francuskie. I małe przywiązanie do rodziny. Obydwaj też odziedziczyli też talent plastyczny po rodzicach – ojciec, historyk sztuki, amatorsko parał się malarstwem. Podobnie matka, de domo Spiro, nazywana Baladine.

Balthus zabłysł jako genialne dziecko: ośmioletni, stworzył swoisty komiks o losach kotka Mitsou. Rysunkami zachwycił się Rainer Maria Rilke, jak głosiła fama – zakochany w matce chłopca. Pisarz-poeta doprowadził do publikacji prac wunderkinda, opatrując je swoją przedmową. Nie lada splendor.

Od czasów Mitsou kot często pojawiał się na obrazach Balthusa. Podobno sam autor miał w sobie coś kociego. Idąc za ciosem, mianował się Królem Kotów i często sygnował listy „King of Cats” lub B the King.CUNJt67WUAA9WiB

Eros dla kasy

Pierwsze skojarzenie z „marką” Balthus? Erotyzm rozkwitających dziewcząt.

Pierwszy „dorosły” obraz Balthusa? Namalował go mając trzynaście lat. Gołowąs, ale już rozbudzony seksualnie.

Pierwsza miłość? Kot imieniem Mitsu. Poświęcił mu cykl rysunków, gdy zwierzak zginął. Nieco później Baltusz ilustrował ulubione lektury, do których należały m.in. „Wichrowe Wzgórza” EXP-ARTE-GAL-471-39489-FOTO_2i „Alicja w Krainie Czarów” (cykle przypomniane na rzymskiej retrospektywie).

Przełomem w karierze Klossowskiego stała się paryska wystawa w 1934 roku. Starannie ją przygotował – tematycznie. Wiedział, czym przyciągnąć uwagę widowni. Pisał do ukochanej, później żony: „…chcę uprawiać malarstwo erotyczne. Oczywiście musi to być erotyzm najwyższej jakości – i taki będzie, gdyż ja go stworzę.” I dalej: „Erotyzm w dzisiejszej sztuce to jedyna rzecz będąca w stanie poruszyć te kukły”.

Trafił w dziesiątkę. Od dnia wernisażu był na ustach wszystkich. Dreszczyk uczestnictwa w niegrzecznych zabawach niewinnych dziewczątek „robił” frekwencję. Jedni zaciekle go atakowali, oburzali się „pornograficznymi” wątkami, inni bronili; ktoś nadał mu miano „Freuda malarstwa”.

Nikomu nie przyszło do głowy oskarżanie o pedofilię – choć z dzisiejszego punku widzenia to właśnie wiek jego modelek budzi zastrzeżenia.

Wtedy, 80 lat temu, najbardziej bulwersująca okazała się „Lekcja gitary”: młoda nauczycielka uczy dziewczynkę gitarowych passaży, ta widać okazuje się nie dość zdolna czy uważna, mistrzyni wpada w gniew, szarpie za włosy, zadziera sukieneczkę powyżej chudych bioder i… zaczyna inną grę – palcami po dziewczęcym, jeszcze bezwłosym łonie. Grzeszna rozkosz.guitar-lesson

Autor był świadom pikanterii tego, i innych płócien: „…chciałem od razu zyskać sławę, choćby dlatego, że potrzebowałem pieniędzy – a jedyną metodą na zyskanie sławy w Paryżu było wywołanie skandalu.”

Tak, ale to była sensacja na miarę wrażliwości odbiorców w latach 30. XX wieku. Obecnie szeroka widownia nie kupuje takich aluzji. Seks i nagość to żadne atrakcja, są na co drugim billboardzie. Chuć równa się kopulacja, coitus kawa na ławę, a nie sugestie. Po co jakieś zawoalowane gierki? Przecież każdy wie, że małolaty nie są wcale niewinne. Przeminęło z wiatrem.

Inna sprawa – z lolitkami trzeba ostrożnie, bo pedofilia ostro potępiana. Być może dziś monsieur Klossowski miałby wytoczony proces o deprawację nieletnich?Balthus-Roma-Therese-on-a-Bench-Seat1939 Balthus1

Mistrz pytany, skąd u niego słabość do nimfetek, wyznał: „To wspomnienie z dzieciństwa i okresu młodzieńczego. Wszyscy sąsiedzi skarżyli się mojej matce, ponieważ próbowałem uwodzić każdą dziewczynkę w okolicy. Jako dziecko grywałem w piłkę nożną, pozowałem na małego herosa sportu, więc dziewczynki się we mnie zakochiwały”.

Ot, po prostu.                     110438858-ed901b08-8ffa-44cd-afae-2ad8c0cc79fd balthus_anni_romani_196876

 

Większy tekst o Balthusie ukaże się w Plusie Minusie na początku lutego 2016.

Balthus. Retrospektywa – Scuderie del Quirinale i Villa Medici (Akademia Francuska), Rzym, wystawy czynne do 31 stycznia 2016; Kunstforum Wien, Wiedeń – od 24. lutego do 16 czerwca 2016

 

17
Dec

Agata tańczy na murze (info z MCSW Elektrownia w Radomiu))

Udostępnij:

Radom, MCSW „Elektrownia”, 10-lecie tej instytucji, uroczystości, kwiaty, dyplomy…

I dwa wernisaże – w tym ten pierwszy – to prezentacja na… murze. Taneczna sekwencja ze zdjęć Agaty wspaniale zmieniła widok z okien kawiarni-barku. To będzie kolejna seria powiększonych jednokadrowych komiksów. Będą elektryczne – bo wszak to Elektrownia. Fotografia wystarczająco wymowna, jak sądzę.

Niniejszym ogłaszam: rozpoczęty w piątek 10 grudnia cykl komiksowych projektów na długaśnym murze przy radomskiej MCSW Elektrownia ma już nazwę:

„KADRY POD NAPIĘCIEM”.

Kto będzie następny? Na razie nie zdradzę. Pozostańcie pod napięciem.

.12373313_10208250811698567_5675127152770394965_n

Tak było w piątek 10 grudnia. Radomskie MCSW Elektrownia fetowała 10-lecie. Pierwszy okrągły jubileusz okraszony został kilkoma wydarzeniami. Poza uroczystościami natury administracyjno-oficjalnej (przemówienia, odznaczenia, dyplomy) odbyły się dwa wernisaże. Józef Żuk Piwkowski uhonorował (i przypomniał) stulecia wystawienia „Czarnego kwadratu” Malewicza pokazem multimedialnym z jego udziałem i innych artystów. Drugą inauguracją było „animowanie” muru przy pomocy dynamicznej pracy Agaty Zbylut. To inna wersja projektu, który artystka prezentowała na stacji Marymont (galeria A 19). Wówczas jej praca kończyła kuratorowany przeze mnie cykl „Metrowe Komiksy” – obecnie otwiera serię komiksowych sekwencji na ścianie w Radomiu. Niech żyją KOMIKSY (w każdej wersji)!!! Oraz ich autorzy, oraz dyrektorzy (jak Zbigniew Belowski), którzy chcą je prezentować i promować.

 

 

 

17
Dec

Spieszcie się kochać… (setna rocznica urodzin ks. Jana Twardowskiego)

Udostępnij:

Z tym poetą jestem od kilku dni w każdej wolnej chwili.
Powód?
Setna rocznica urodzin księdza Jana Twardowskiego.

.16.04.1996 WARSZAWA KSIADZ-POETA JAN TWARDOWSKIWD 778 XFS  Jan_Twardowski_01 ksiadz_paradoks_okladka
Właśnie dziś w kinie Atlantic (pomysłodawca, organizator i prowadzący w jednej osobie – rewelacyjny Artur Wolski) odbyła się feta. Ale bez patosu – taka ludzka, serdeczna.
Miałam przeczytać wybrany wiersz. A przed, i po mnie – kilkanaście wybitnych aktorek. Niezłe wyznanie.
Wybrałam „Poczekaj” – bo było mi do niego bliski.
To tak:

Nie wierzysz – mówiła miłość
w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
że zanudzisz talentem
że z dwojga złego można wybrać trzecie
w życie bez pieniędzy
w to że przepiórka żyje pojedynczo
w zdartą korę czeremchy co pachnie migdałem
w zmarłą co żywa pojawia się we śnie
w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku
w najlepsze najgorsze
w każdego łosia co ma żonę klępę
w dziewczynkę z zapałkami
w niebo i piekło
w diabla i Pana Boga
w mieszkanie za rok

Poczekaj jak cię rąbnę
to we wszystko uwierzysz

Hortensja Kwiatkowska

*klempę ( chyba, że to licentia poetica? Emotikon smile )


Monika Małkowska
 W tekście mam „klępę”. Nie ja zmieniłam – ortografia autora.

17
Dec

Gdzie te niegdysiejsze śniegi… (o kulturze osobistej z fb)

Udostępnij:

Gadu, gadu o polityce – a co stało się z kulturą osobistą?

Dzwonisz do kogoś – jeśli nie ma interesu, nie odbiera. Piszesz maila – to samo, bez odpowiedzi. Dostęp na żywo trudniejszy, więc te różne piskorze bez ogłady, klasy i odwagi cywilnej mają łatwiej.

Mnie uczono, że jest kompletnym brakiem kindersztuby nie odpowiadanie na listy czy telefony. Że szacunek dla innej osoby wymaga udzielenia odpowiedzi, choćby negatywnej. Że zbywanie milczeniem jest gorsze niż obelga.

Teraz nic. Ignorowanie znaczące „spadaj, nie jesteś potrzebny”.

A tu idą święta…
I jakieś idiotyczne imprezy śledziowe.
Życzliwość? Empatia? Życzenia „z serca”?
Nie udawajcie, bo udławicie się ością!

Pani Moniko bardzo trafne spostrzeżenia. Każdy powinien Pani tekst wydrukować i powiesić na tablicy ogłoszeń w pracy.
Alicja Słowikowska
 Moniko tak jest !! Mnie też bardzo smuci. Myślę, że wszyscy pospołu przestali wychowywać siebie i dzieci, a brak kultury spokojnie można nazwać dosadniej – chamstwem.

 Kowalczyk Wojciech Teraz ludzie nie odbierają telefonów bo myślą że komornik dzwoni. Emotikon smile
Piotr Krajewski Wojtek dla tego ja odbieram wszystkie nawet te prywatne. Emotikon smile
Kowalczyk Wojciech Piotr Krajewski Odbierasz prywatne telefony? O to Ciebie Piotrek nie podejrzewałem, że potrafisz ludziom telefony odbierać Emotikon smile

Piotr Krajewski Uwielbiam Ciebie Wojtek:) za wielkie poczucie humorku. Emotikon smile
Kowalczyk Wojciech Piotr Krajewski Piotrek jeśli odbierasz tylko stare Nokie, to można to podpiąć pod humor. Gorzej, jeśli odbierasz galaxy
06
Dec

Cyrk z arcydziełami (czyli Vincent van Gogh Alive”)

Udostępnij:

Pod Stadionem Narodowym w Warszawie rozstawiono cyrkowy namiot. W nim, zamiast woltyżerek i żonglerów – kuglarstwo ze sztuką. „Vincent van Gogh Alive”, czyli na żywo.z19026530IH,Wystawa-Van-Gogh-Alive

Czyżby po odleżeniu w grobie 125 lat zmartwychwstał?

Nie, to zręczny zabieg ściemniający. Przy pomocy sztuki nieszczęsnego twórcy, który za życia nie sprzedał ani jednego obrazu, promowana jest nowa technologia Sensory 4 tm. Sprytni marketingowcy wymyślili, że najlepszą reklamą tej nowoczesnej platformy multimedialnej będzie prezentacja w cyrkowej formie. Mobilna, tania, nie wymagająca pertraktacji z muzeami czy innymi instytucjami kultury. Wystarczy wynająć kawałek gruntu i rozstawić namiot.

Można go rozbić w różnych miejscach świata. Padło na Berlin, Szanghaj, Petersburg, Florencję i Singapur. A obecnie (do połowy lutego 2016) – co za radość! – do tych wyróżnionych miast doszlusowała Warszawa.

.z19026535IH,Wystawa-Van-Gogh-Alive z19026538IH,Wystawa-Van-Gogh-Alive

Tymczasem nie ma się z czego cieszyć. Nietrudno przejrzeć strategię kampanii marketingowej. Po pierwsze, uderzono w miejsca, gdzie dużo ludności napływowej, niewyrobionej kulturalnie. Zarazem – spory kapitał. Zakompleksieni „nowi Europejczycy” zachwycą się, że „mistrz” trafił pod ich strzechy, nie rozróżniając oryginałów od efekciarskiej sztuczki. Skoncentrowano się również na centrach turystycznych – bowiem przybysze ze świata łatwiej dadzą się nabrać na multimedialnego van Gogha, niż wytrawni znawcy. Tacy nie potraktują poważnie plenerowego iwentu.

Póki co, propagatorzy Sensory 4 tm zbijają na van Goghu kasę. I to niezłą. Bilety zwykłe po 12 euro; w Warszawie 50 zeta.

 

Vincent nadawał się na cyrkową gwiazdę. Akrobata życiowy. Chciał być belfrem, ale uczniowie go nie słuchali, potem kaznodzieją – lecz wierni się go bali. Z kobietami miał pod górkę, podobnie jak z przyjaciółmi. Cierpiał na zaburzenia psychiczne, epilepsję, alkoholizm i syfilis. Obciął sobie ucho, w końcu zmarł w niejasnych okolicznościach w wieku 37 lat. Piękne CV dla piarowców!

Malarstwo też nadaje się dla mas – jeszcze bliskie realizmowi, lecz w szalonych kolorach. Sugestywne, ekspresyjne, efektowne. Najważniejsze – rozpoznawalne.

Zajrzyjmy do namiotu. Tamże, najsłynniejsze dzieła Holendra. Użytych jako surowiec ponadpółgodzinnego spektaklu. Obrazy poddano wielokanałowej „obróbce”. Powiększono do wielkości murali, zmultiplikowano. Wyświetlane na ścianach i suficie, napierają na widza, pulsują, pochłaniają. Do tego muzyczne tło (Vivaldi) i fragmenty listów do brata. Można się zrelaksować, jednocześnie poczuć oddech wysokiej kultury.

A że intencje autora były inne? Kogo to obchodzi? Przecież nie żyje. „Alive” jest za to technologia.

z19026537IH,Wystawa-Van-Gogh-Alive z19026539IH,Wystawa-Van-Gogh-Alive

03
Dec

Śmierć (recenzja komiksu „Oczy kota”) za piękne oczy

Udostępnij:

„Oczy kota” to migawka, miniatura komiksowa. Kilka zdań, 50 czarno-białych plansz.

Album powstał pod koniec lat 70. ubiegłego wieku jako darmowy dodatek do kampanii reklamowej zapowiadającej serię komiksów „Incal”. Cykl jest efektem współpracy chilijskiego surrealisty Alexandro Jodorowsky’egooriginal i francuskiego rysownika Jeana Giraud 220px-Moebius_Lodz_2008używającego pseudonimu Moebius.GiraudJean

Po prawie 40 latach ukazała się reedycja reklamowej miniatury, już nie gratis. Przez minione lata obrosła legendą i stała się poszukiwanym kolekcjonerskim kąskiem.

W przedmowie do obecnego wydania Jodorowsky wyjaśnia, skąd wziął się Incal. Oraz „Oczy kota”.Oczy-kota-duetu-Alejandro-JodorowskyMoebius-w-Polsce-_bw74051

Było to po katastrofie z filmową adaptacją powieści „Diuna”, nad którą Jodorowsky wraz z Moebiusem pracowali ponad dwa lata. Niespodziewanie wycofał się producent. Dramat!

I wtedy Jodorowsky’emu przyśnił się Incal. Taki prezent od podświadomości. Nie wątpię, że tak było. Wszak Jodorowski, rocznik 1929, należał do Ruchu Panicznego, którego członkami byli też Roland Topor i Fernando Arrabal. Wierzyli wizjom podsuwanym przez podświadomość – koszmarom, obscenom i wszelkim dziwactwom. Jak to surrealiści.

Jednak plansze do „Oczu kota”, choć nadrealne w klimacie, skonstruowane zostały z żelazną konsekwencją.

Na kartach z lewej strony zawsze widnieje czarna, prostokątna rama. Obraz statyczny. Kontrastują z tym kompozycje prawostronne. Tu rozgrywają się wydarzenia. W okamgnieniu. Precyzyjna kreska Moebiusa przywodzi na myśl grafiki Piranesiego. Mroczna, klaustrofobiczna aura, niepokojące ujęcia. Artysta zmienia perspektywy, to przybliża, to oddala obraz.

Lekturę zaczynamy od nieruchomej sceny z lewej strony. Wysokie okno. W nim – nieruchoma, krucha sylwetka. Nie mówi nic, lecz czytamy jego myśli, zapisane obok kadru. Dziecko, starzec? Nie widać, postać pokazana jest od tyłu. Za to widać rozpościerający się w dali ponury miejski pejzaż. Zbliżenie na zaokienny krajobraz pojawia się na stronie prawej. Oglądamy zdewastowane, opustoszałe miasto, jak po jakimś kataklizmie. Ani śladu życia. Nad dachami płyną ciężkie chmury, przez które niespodziewanie przebija promień słońca.

Właśnie to ciepło zwabiło samotnika do okna. Nie tylko jego. Bohater na kogoś czeka, do kogoś zwraca się: „Uważaj, Méduz, zaraz wyjdzie”.big_3(14)

Tajemnica połowicznie wyjaśnia się na sąsiedniej karcie. Z zakamarków odrapanych murów wynurza się kot. Cały najeżony ze strachu, lecz też spragniony słońca. Sadowi się w smudze ciepła i zastyga z rozkoszy. Ta chwila relaksu będzie go drogo kosztować – bo oto figura w oknie wydaje komuś rozkaz: „Pikuj”.

Wreszcie wiadomo, kto jest odbiorcą i posłusznym wykonawcą jego myśli: orzeł. Już dopadł rozleniwionego ciepłem kota, już zanurza szpony w jego futrze, już uśmierca go ciosem dzioba. Dziwne – drapieżnik nie zabija z głodu.Wypełnia tylko zadanie. Wydziobuje kotu… oczy. Wspaniałe, zielone, wielkie. Z nimi szybuje ku figurce tkwiącej w oknie.

Dopiero teraz oglądamy bohatera od frontu: wychudzony, obszarpany dzieciak o przerażającej twarzy. To… czaszka z oczodołami. W te otwory dzieciak wkłada dar od orła. I bawi się w widzenie. Jednak oczy kota mają nieodpowiedni rozmiar. Wylatują. I koniec zabawy.

Koniec makabrycznego żarciku Moebiusa i Jodorowsky’ego.

 

„Oczy kota”

Scenariusz – Alexandro Jodorowsky; rysunki – Moebius (Jean Giraud)Alejandro-Jodorowsky

Tłum.Olga Mysłowska

Wyd. Bum Projekt, Warszawa 2015

02
Dec

Obok samego siebie

Udostępnij:

Znany jest z wielkich realizacji, wypełniających nawet tak gigantyczną przestrzeń, jak Turbine Hall w londyńskiej Tate Modern, gdzie sześć lat temu prezentowana była instalacja „How it is”.

Tym razem – odmienne warunki ekspozycyjne, inny charakter prezentacji. W starym budynku Muzeum Sztuki w Łodzi, ongiś pałacu Poznańskich, Mirosław Bałka pokazuje obiekty niewielkich rozmiarów.3 1 565c2eada189a_o,size,272x170,q,71,h,d57a12 565c2ea3922bd_o,size,1068x623,q,71,h,73438d

Narzucały je warunki – amfilada trzynastu niedużych pokoi, po ostatnim muzealnym remoncie zamienionych w sterylne białe wnętrza. Rysunki, rzeźby, filmy (też na ekranach „telewizyjnych”) zaaranżowano z dużym luzem. 

 

Wydaje mi się, że ideą przeglądu było odkrywanie podskórnych związków pomiędzy pracami z różnych lat. To jakby jedne obiekty komentowały inne, eksponowane w najbliższym sąsiedztwie.

A także, swoiste wizualne didaskalia do tego, co obok i do tego, czego w Łodzi nie ma – do monumentów.

Trzonem prezentacji jest tytułowy „Nerw”. Od niego zaczyna się oglądanie wystawy. Najpierw szok: to wnętrze „nieekspozycyjne”, z okazałymi lustrami w złoconych ranach, ze stiukami, obite tapetą w róże. Tak było na przełomie XIX i XX stulecia. Neorokokowy przepych, antypody ascetyzmu Bałki. Artysta zaanektował pomieszczenie poprzez napis umieszczony na wielkim zwierciadle.

Zapisane czerwoną szminką na tafli lustra (odniesienie do kobiecej toalety, luksusu, czasu beztroski) hebrajskie słowo „etzev” oznacza nerw, a także smutek, żałobę. W przypadku Poznańskich był to żal za minioną świetnością, jako że łódzki potentat (pochodzenia żydowskiego, stąd hebrajski) w międzywojniu zbankrutował.

Jeśli z „unerwionego” punktu widz skieruje się w lewo – spotka się z „Kurosem”, rzeźbą z 1988 roku, wykonaną ze znalezionych i spatynowanych przez czas i zużycie materiałów. Kawałki drewna, połamane deski i pordzewiałe gwoździe zmontowane zostały w formę przywodzącą na myśl figurę ludzką. Wiotką, niestabilną. Tytuł kieruje skojarzenia ku starożytnej Grecji i rzeźbom przedstawiającym kurosa, pięknego młodzieńca. Ale u Bałki ten niby-kuros już u zarania życia jest zdestruowany przez los.0802260121 z12485060Q,Miroslaw-Balka z19232877Q 5f34c835 565c2ea3922bd_o,size,1068x623,q,71,h,73438d

W następnej salce kolejna symboliczna postać, „Jan 15,6” (1989). Jedna z ostatnich figuralnych prac artysty, wykonana z utwardzonego i pobielonego jutowego płótna. Sylwetka nagiego chłopca, dziwnie podobna do płóciennych figur Abakanowicz oraz rzeźb Szapocznikow z serii „Zielnik”. Niewinność, czystość, skromność – oto, co nasuwa się na myśl, gdy stoi się wobec „Jana 15,6”.

Po raz kolejny w kontakcie za sztuką Bałki udzielają mi się jego smutek, powaga, rozmyślania o stracie. Sól jako destylat łez. Mydło, jako przypomnienie obozów zagłady, gdy ciało ludzkie przerobiono na surowce. Pożoga, kataklizm, przemijanie.

W 1993 roku w pracowni Bałki wybuchł pożar. W muzeum, w witrynie zgromadzone zostały „ofiary” nieszczęścia: nadpalone, lecz ocalałe rysunki. Prace zyskały inny wymiar – „świadków” zniszczenia. Przypadek, lecz poza tym rzeźbiarz często używa popiołu jako surowca. Ma to dwojaki sens: z jednej strony przypomina o pożodze, zniszczeniu; z drugiej – symbolizuje narodziny nowego życia. Jak Feniks z popiołów.

 Mirosław Bałka. Nerw. Konstrukcja – Muzeum Sztuki w Łodzi (ms1), wystawa czynna do 13 marca 2016

02
Dec

(dy)wany ze sztuką – sztuka latania

Udostępnij:

VI charytatywna aukcja sztuki współczesnej / na rzecz dzieci z autyzmem Stowarzyszenie Aperio i CK Zamek / 100 pozycji w katalogu + 1 bonus

21 listopada 2015 r. / Poznań, godz. 16.00

A w tym samym dniu jeszcze:

aukcja map i widoków Polski i Europy, Sopocki Dom Aukcyjny / Gdańsk, godz. 17.00

XXIV Aukcja Wilkiego Serca / Kraków, godz. 17.00

1 Aukcja sztuki współczesnej / Dom Aukcyjny DNA / Kraków, godz. 19.00

II Aukcja Sztuki Najnowszej Sanus Per Artem, POLSWISS ART / Warszawa, godz. 19.00

Ktoś to ogarnia?

Idąc na aukcje, w remontowanym częściowo hotelu Mercure, robotnicy taczkami wywożą gruz do kontenera po pociętych dywanach. Dalej skrótem przez Ogród Różany przedzieram się przez dywan jesiennych liści. W Centrum Kultury Zamek, w sali pod Zegarem, ekspozycja prac a jakże, na dywanach.

 

Centrum Kultury Zamek, sala pod Zegarem

Centrum Kultury Zamek, sala pod Zegarem

 

Zaczęto z lekkim, 30-minutowym opóźnieniem, jak nie w Poznaniu. Dalej przemowy nie koniecznie na dywanach. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak (obecny również na sali) przekazał na aukcję charytatywną obraz Dariusza Milińskiego “Na jedną okiennicę otwarta”. I tym obrazem zaczęto. Wylicytowany za 2,3 tys. czyli niewiele mniej, niż zapłacił za niego Prezydent kilka lat temu. No cóż – bywa i tak.

Martwa natura (lot.1) Łukasza Huculaka, tempera na papierze. zrobiła się martwa dopiero za 1,3 tys. Chłopczyk i dziewczynka (lot.4) Sylwestra Ambroziaka, tusz na papierze, za 700 zł. Złoty (lot. 9) duetu Monika Czekańska i Michał Sarnowski, technika własna, zarobił też kilka złotych, a dokładnie 600 zł. Lekcja latania (lot.11) Pawła Króla, piórko tusz na papierze akwarelowym, poszybowała do 1,8 tys. Światło (lot.16) Aleksandry Gieragi,  akryl na płótnie, jakby zabrakło prądu za 400 zł. Nosorożec (lot.21) Viktorii Friedrich, akryl na płótnie, wziął na róg 900 zł. Z serii Kolorowe szkice (lot. 22) Urszuli Król, olej na płótnie, ze szkicu zrobił się obraz za 2 tys. Wyczekiwanie (lot. 31) Stefana  Hanćkowiaka, akryl na płótnie, doczekał 1,6 tys. Z serii Twarze (lot. 36) Izy Staręgi olej, pastel na papierze, za 2,3 tys. Meloman (lot. 43) Pawła Króla, akryl na tekturze, zagrał za 2,6 tys. Rogale (lot. 50) Michała Wareckiego, akryl na płótnie, wyprostowały się za 3,8 tys.

 

Untitled, rysunek z użyciem kalki, kolaż 34,5 x 24,5 cm  sygn. na odwrociu HNZ/2005/2015

Untitled, rysunek z użyciem kalki, kolaż 34,5 x 24,5 cm
sygn. na odwrociu HNZ/2005/2015

Sztuka (lot. 52) Jadwigi Sawickiej, akryl na papierze, zubożył nowego właściciela o 3,8 tys. Bez tytułu (lot 58) Jana Berdyszaka, akryl na papierze, licytowany ostro, w końcu przez telefon zabrany za 6 tys. Praca z serii Rok w sanatorium (lot. 60) Doroty Buczkowskiej – kolaż, rysunek na papierze, wystarczy jedynie na krótki turnus bo poszedł za 1.3 tys. Untitled (lot. 67) Honzy Zamoyskiego –  kalka, kolaż – wywoławcza potem 2, 3 tys. i poszło za 5 tys.

Łącznie udało się zebrać jak dotąd rekordową kwotę 116,5 tys.