THE BLOG

31
Mar

Nie szykuję się do odejścia. Rozmowa z Moniką Małkowską (Karolina Plinta)

Udostępnij:

Fikcyjny wywiad ze mną przeprowadziła pracownica magazyny SZUM. Miał być dowcipem na Prima Aprilis – ukazał się jednak dzień wcześniej, co nie było żartem, ale…  wyrazem samozadowolenia autorki, że oto znów mi dowaliła.
fotomontaż na podstawie zdjęcia: zwierciadlo.pl
Mafia kulturalna z upodobaniem demonstruje swoją elitarność, ale zarazem nie ma skrupułów, żeby zwykłego podatnika oskubywać z jego własnych pieniędzy. Śmieje mu się w twarz i ordynarnie sięga do kieszeni, bo przecież sztuce się należy…

Karolina Plinta: Pani Moniko, na wstępie chciałam pani podziękować za to spotkanie. Po raz ostatni rozmawiałyśmy ze sobą trzy lata temu, niestety wszystko skończyło się małym sporem, który, mam nadzieję, jest już za nami…

Monika Małkowska: Przyznaję, że sytuacja jest dla mnie dziwna. Wpuściłam panią do domu, pokazałam swoją kolekcję, opowiedziałam o sobie, a pani tekst… Był niedopuszczalny! Rozumiem, że zamierza pani mnie wreszcie publicznie przeprosić za ten paszkwil?

W zasadzie skontaktowałam się z panią na polecenie redakcji „Szumu”. Jesteśmy poruszeni pani ostatnią audycją w Czwórce (do której zaprosiła pani Andrzeja Biernackiego i Piotra Bernatowicza) i uznaliśmy, że warto rozwinąć niektóre wątki, które pojawiły się w tej dyskusji. Szczególnie interesuje nas problem wykluczenia, ponieważ po przyznaniu ministerialnych grantów sami czujemy się trochę zmarginalizowani.

Fortuna kołem się toczy…. No ale przecież „Szum” dostał grant z MKiDN, nie możecie narzekać. Wygląda na to, że jesteście pupilkami każdej władzy.

Niby trochę dostaliśmy, ale gdzie nam do „Arteonu”… W każdym razie postanowiliśmy przemodelować trochę nasz profil, i tu bardzo przyda się nam pani pomoc.

Pani Karolino, nie mam czasu na podchody. O co konkretnie chodzi?

No dobrze. No więc zamierzamy usunąć z naszej redakcji niektórych autorów, nazwijmy to, o zbyt oczywistych ideologicznych preferencjach – takich jak na przykład Agata Pyzik.

To ta od selfie-feminizmu? Dawno nie czytałam takich bzdur!

No właśnie.

I ta nowomowa… „Empowerować”? „Cisgenderowe”? Co to w ogóle znaczy?!

Też doszliśmy do takich wniosków. Planujemy więc nieco zmienić profil redakcji i może zgodziłaby się pani…

…pachnie mi to interesownością.

Bynajmniej, a nawet odwrotnie. Teraz chcemy robić pismo całkowicie apolityczne, takie jak „Arteon”.

Proszę mówić dalej.

Powiem wprost: czy zechciałaby pani podjąć regularną współpracę z „Szumem”? Nie ma pani obecnie, zdaje się, stałej redakcji…

I to właśnie ty jesteś osobą, która stara się o moje względy?! To naprawdę komiczne, biorąc pod uwagę, że kiedyś naśmiewałaś się z mojego bloga i porównywałaś mnie do Kory upalonej suszem z konopi indyjskich. Jak mam rozumieć tę zmianę zdania? I co to za kosz, który przyniosłaś ze sobą w torbie „Szumu”?

Proszę przyznać, że jest pani fanką Kory.

Więcej, byłam jej stylistką. Gdybyś chociaż trochę interesowała się historią krytyki polskiej drugiej połowy XX wieku, wiedziałabyś na przykład, że kiedyś zaprojektowałam dla niej ciuchy do kilku sesji fotograficznych, zresztą wykonanych we współpracy z Tadziem Rolke. Ostatnio jednak odkryłam, że w internecie przypisuje się im inne autorstwo, prowadzę w tej sprawie śledztwo…

Jednym z podstawowych problemów sztuki współczesnej jest jej ignorancja względem widza. Artyści i kuratorzy zachowują się często tak, jakby chcieli odbiorcę wyśmiać i zadrwić z jego kompetencji.

Nie pierwsze i nie ostatnie. Przy okazji: czy mogę spytać, na jakim etapie jest pani, jeśli chodzi o spiski mafii bardzo kulturalnej?

Wczoraj wybrałam się nad Wisłę i w oczy rzucił mi się ten poniemiecki hangar, jaki wybudował sobie MSN…

Właściwie to austriacki. Właścicielem pawilonu jest fundacja Thyssen-Bornemisza Art Contemporary, założona przez Franceskę von Habsburg.

To nawet gorzej, dawny okupant znów stoi u naszych bram! Czy ten pawilon nie jest czasem koniem trojańskim? To naprawdę smutne, że polski odbiorca musi zadowalać się ochłapami z Zachodu. Ciekawa jestem, ile pieniędzy zapłaciliśmy za to pudło tej austriackiej firmie?

Sugeruje pani, że mamy do czynienia z zamachem na polską suwerenność artystyczną?

Ja tylko pytam. Ale mam nadzieję, że ministerstwo kultury zajmie się tą sprawą.

Może wrócimy do tematu mody? Mogłaby pani pisać o niej na naszych łamach. Ma pani na szyi piękny naszyjnik, czy to masajskie dredy?

Dredy, które, przypomnę, również wyśmiałaś w swoim hejterskim artykule.

Dlaczego hejterskim? Przecież koniec końców nazwałam panią mistrzynią. Czas pokazał, jak bardzo trafna była moja diagnoza. Jest pani żywą historią polskiej krytyki artystycznej, a mi – cóż – został tylko ten Kubeł, w którym czasem performuję siebie i innych…

Co to za tampony oblepione brokatem w środku?

To wystawa wykuratorowana przez Zofię Krawiec, selfie-feministkę i ofiarę internetowego hejtu, oznaczaną tagiem #tanieporno. A także moją niegdysiejszą współlokatorkę, z którą rozstałam się w niezgodzie, ponieważ obraziłam jej chłopaka. Ostatnio udało nam się pojednać w Kuble i tak sobie pomyślałam, że może chciałby pani jednego tamponika…?

I co to miałoby niby symbolizować, jeśli chodzi o naszą nową relację?

Pani Moniko, tu nie chodzi tylko o naszą relację, ale także relacje kobiet w ogóle, przyjaźń siostrzaną.

Co sugerujesz?

No, na przykład myślałam o pani dawnej znajomej, Andzie Rottenberg… Przy okazji: czy szykuje pani jakąś aukcję swoich dzieł sztuki albo biżuterii i ubrań, podobną do tej, którą organizuje Anda? Śmierć to w końcu problem, który dotyczy nas wszystkich i warto pomyśleć zawczasu o uporządkowaniu pawlacza.

Nie znam tej pani. Zresztą osoby takie jak ja – z misją tropienia patologii w sztuce – raczej nie myślą o odpoczynku. Ktoś w końcu musi wskazywać ludziom wartości i definiować jakość, żeby publiczność nie nabierała się na kity, jakie często chce im wcisnąć środowisko artystyczne… Nie, definitywnie nie szykuję się do odejścia. Co gorsza, nie widzę następców.

Dorobek Łodzi Kaliskiej należy już do narodowego kanonu. I przede wszystkim, jest to sztuka o nas, o Polakach, w Polsce i o Polsce, dla Polaków.

A Iwo Zmyślony?

Rzeczywiście, obserwuję go od pewnego czasu i podoba mi się jego sposób myślenia. Kiedyś pisywał nawet do „Szumu”, ale widzę, że spadły mu klapki z oczu i dostrzegł totalitaryzm lewicowego reżimu, który obowiązuje w polskiej sztuce. Niełatwo jest sprzeciwić się mainstreamowi, tym bardziej cenię tak nonkonformistyczne postawy jak Iwona Zmyślonego. Ale żeby mnie zastąpił, musiałby napisać jeszcze z tysiąc tekstów. To w ogóle krytyk mało piszący, prawda? No, w każdym na razie na razie godnie zastępuje mnie w Tygodniku kulturalnym narodowej TVP Kultura.

No właśnie, „Szum”. Jak mówiłam, zamierzamy obrać nowy kierunek. Mamy nadzieję, że dzięki temu wyjdziemy z niszy tzw. pisma branżowego i zyskamy szersze grono odbiorców.

Pani Karolino, w końcu się zgadzamy! Jednym z podstawowych problemów sztuki współczesnej jest jej ignorancja względem widza. Artyści i kuratorzy zachowują się często tak, jakby chcieli odbiorcę wyśmiać i zadrwić z jego kompetencji. Jak często zauważa pan Zmyślony, opisy na wystawach są enigmatyczne, a wybór artystów nie uwzględnia wrażliwości konserwatywnej. Mafia kulturalna z upodobaniem demonstruje swoją elitarność, ale zarazem nie ma skrupułów, żeby tego odbiorcę, zwykłego podatnika, ujmijmy to wprost – oskubywać z jego własnych pieniędzy. Śmieje mu się w twarz i ordynarnie sięga do kieszeni, bo przecież sztuce się należy…

Pani także kuratoruje, 8 kwietnia w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie otworzy się wystawa Parada wieszczów Łodzi Kaliskiej. Skąd ten wybór?

Dorobek Łodzi Kaliskiej należy już do narodowego kanonu. I przede wszystkim, jest to sztuka o nas, o Polakach, w Polsce i o Polsce, dla Polaków.

Jednym z niekwestionowanych walorów wystawy będzie silna reprezentacja nagich kobiet. To może wielu się spodobać, szczególnie mężczyznom.

Łódź Kaliska jest dzisiaj jedną z niewielu grup artystycznych, która potrafi przeciwstawić się współczesnemu nihilizmowi i egoizmowi, ale robi to z lekkością, bez dydaktycznego smrodku i ukrytych intencji. W prezentowanym na wystawie filmie zobaczymy paradę wieszczów i towarzyszącą jej szarżę ułanów. Zastąpienie ułanów roznegliżowanymi paniami jest gestem estetycznym, jak pani wie, ważnym w sztuce od stuleci.

Znowu się zgadzamy! Czy mam rozumieć, że zgodzi się pani dołączyć do zespołu „Szumu”? Na zachętę przyniosłam pani nowy numer.

Doceniam ten gest. Dobrze, przygotuje kilka tekstów na próbę, a nawet mam kilka nieopublikowanych rzeczy w szufladzie…

Bardzo się cieszę! Mam nadzieję, że ta rozmowa będzie dobrym początkiem naszej przyszłej współpracy. Dziękuję za wywiad.

Tylko prześlij mi go do autoryzacji! W przeciwnym razie pozwę was wszystkich!

Warszawa, 1 kwietnia 2017

* Ta rozmowa niestety się nie odbyła.

15
Mar

Jak z kalendarzem Kory i okładką „Nocnego patrolu” było naprawdę

Udostępnij:

Zabawne – ale tak naprawdę, wcale nie śmieszne.

Przypomniałam (przez przypadek) zdjęcie Kory, które robiłam (stylizowałam) we współpracy z Tadziem Rolke.
I nagle okazało się, że te foty mają INNYCH autorów.
Póki co, łatwo to zweryfikować – choćby zadając kilka pytań dotyczących okoliczności powstania prac.
Za jakiś czas nikt już nie odpowie na te kwestie.

Przy okazji – zamieściłam na FB kilka historyjek o niektórych ciuchach z tej (i innych) sesji fotograficznych Kory i Maanamu.

Te zdjęcia Kory i Maanamu autorstwa Tadeusza Rolke nie byłyby takie, jakie są – gdyby nie mój udział. Owijałam Korę w moje jedwabie (te paski i niby-mini), aranżowałam i stylizowałam, na ile pozwalały warunki oraz moje zasoby. Bo to wszystko było z domowych zapasów. Teraz nikt temu nie da wiary – że to było z mojej własnej garderoby i szafy. Plus szaleństwa Dwurnika i w ogóle nasza pomysłowość.

KOLEKCJA TADEUSZA ROLKE LATA 80 KOLEKCJA TADEUSZA ROLKE LATA 80 KOLEKCJA TADEUSZA ROLKE LATA 80 KOLEKCJA TADEUSZA ROLKE LATA 80 KOLEKCJA TADEUSZA ROLKE LATA 80

Najśmieszniejsze, że to były MOJE (i tylko moje) ciuchy i jedwabie – a nie jakieś zasoby telewizyjnej czy teatralnej garderoby.
W naszym skromnym, trzyosobowym gronie potrafiliśmy zabawić się w super kreatorów. Ślad jest na zdjęciach.

kora maanam 1983 -3bb

O, to właśnie jedno ze zdjęć ze słynnej sesji fotograficznej u Dwurnika. Umazaliśmy Korę na wzór obrazu. Za nią w tle – praca (blejtram) Edzia. W ówczesnej biedzie podpartej modą na „japońszczyznę” najlepiej sprawdzały się kawałki (tzw. kupony) jedwabiu oraz szalone malunki na twarzy i włosach.
Kora znakomicie się nadawała do eksperymentów.
Ale bez udziału równie szalonej osoby, jaką byłam wówczas, sesja nie wypadłaby tak malowniczo…

Dodam jeszcze, że kawę/herbatę parzyła nam Teresa Gierzyńska, wówczas żona Edzia, doskonała fotografka. A po mieszkaniu (blok na Stegnach, jak dziś pamiętam, sama przez pewien czas wynajmowała z chłopakiem mieszkanie w bloku obok) plątała się mała dziewczynka – Pola.nocny-patrol-b-iext37704845

15
Mar

Życiodajna moc sztuki (o wystawach w Fundacji Stefana Gierowskiego i Salonie Akademii)

Udostępnij:

Jednego dnia obejrzałam dwie wystawy – tak różne, jakby z innych planet. I nie chodzi o użyte media ani stylistyki. Te prezentacje wyrażały odmienne stany ducha autorów: jedna była zastrzykiem optymizmu, druga niosła rozpacz.

Ta pierwsza, w Fundacji Stefana Gierowskiego – dawała nadzieję na PRZYSZŁOŚĆ, była świadectwem potęgi sztuki i siły przyjaźni.

Jej autorzy już nie żyją, lecz wiele lat wspólnie działali w Klubie Krzywego Koła, przy tym pracowali intensywnie, każdy w zupełnie inny sposób – a spotkali się… w obozie koncentracyjnym, w czasie wojny.

 dlubak zbigniew portret_6279751

Zarówno Zbigniew Dłubak (1921 – 2005), którzy przeszedł przez Auschwitz i Mauthausen,

jak Marian Bogusz (1920 – 1980), który też był więźniem Mauthausen

66423_bc78cb7e3, uważali, że koszmar wojny można przetrzymać tylko poprzez tworzenie i organizowanie pokazów malarstwa.

fo_dlubak_uwieziony_msl_l 6c0ae5719f8d14f642588f3a9d947f3b zbigniew-dlubak-tytul-xxxsystem-iiixxx-1975-r.-ze-zbioroxxw-muzeum-sztuki-w-lodzi-1200x1360

To obrazy Zbigniewa Dłubaka z różnych lat, a najwcześniejszy „zielony ludek” zatytułowany „Uwięziony” pochodzi z 1948.

m790 H1118-L13588200 Bogusz

A to obrazy Marana Bogusza, też z rozmaitych okresów. Ostatni – z serii kompozycji  malowanych na aluminium.

Podobnie udało się przetrwać oflag Romanowi Owidzkiemu (1912 – 2009), którego wystawę kilka miesięcy temu zorganizowała Galeria Le Guern.
Sztuka, twórczość i chęć dzielenia się dokonaniami oraz poglądami na prace innych dawały siłę niejednemu artyści. Ba, przeżycia obozowe stawały się motorem do jeszcze intensywniejszego działania po wyzwoleniu – przypadek Józefa Szajny.

Tego samego dnia poszłam do Salonu Akademii (pałacyk ASP), gdzie trwa wystawa ABS_2067.
Dziesięcioro młodych absolwentów Wydziału Sztuki Mediów wzięło udział w konkursie (i zostało zakwalifikowanych do pokazu przez jury) , którego tematem była projekcja ich życia za 50 lat.

Wyszłam powalona PESYMIZMEM tych młodych, utalentowanych ludzi. Szczególnie dwie prace nie dają mi spokoju: doskonałe w każdym sensie wideo „Modern Clown” Justyny Łoś i dramatyczne wyznanie Macieja Szczęśniaka. Tenże po prostu oznajmił, że… nie może stworzyć niczego, ponieważ myśl, co będzie za 50 lat, niesłychanie go przygnębia. „Istnieje możliwość, że świat jaki znamy, skończy się w wyniku wojny albo jakiegoś kataklizmu. To wszystko jest strasznie smutne i przygnębiające. Tak bardzo smutne, że nie mogę o tym myśleć”.

Zestawienie tych dwóch pokazów – to najlepszy dowód na to, że kultura, sztuka, wartości, a tym samym – nadzieja zostały zniszczone.

Nie jest to dobra wiadomość dla świata.