Category: nosimy się

14
Jan

Po skosie lub dziane (czyli historia trencza i cardigana)

Udostępnij:

Jaka byłaby dziś damska moda, gdyby nie odważne kobiety, które… to i owo ukradły. Skąd? Z męskiej szafy.

Podprowadzony z wojny

Armia napoleońska podbiłaby świat, gdyby nie… zimno. Nad tym, jak podnieść morale wojska w starciu z niskimi temperaturami, zadumał się niejeden przywódca. Sukces odniósł James Thomas Brudenell, siódmy hrabia Cardigan (1797 – 1868),9625024-Lieutenant-General-James-Thomas-Brudenell-7th-Earl-of-Cardigan-1797-1868-on-engraving-from-1800s-Off-Stock-Photo który chcąc pomóc swym żołnierzom walczącym na wojnie krymskiej (1853-56) ubrał ich w długie, wydziergane z czystej wełny żakiety, założone pod mundurowe kurty. Wzór ściągnął od rybaków, marynarzy i pracowników doków, którzy już od co najmniej dwóch wieków nosili takie okrycia. Cardigan miał niezły pomysł, ale nie przewidział, że klimat Krymu okaże się zdecydowanie za ciepły na wielowarstwowe okrycia.

Na pewien czas dzianinowy docieplacz został porzucony, acz niezupełnie: używali go farmerzy i fani „nowoczesnych” sportów typu golf czy łyżwiarstwo, zaś około 1900 roku kardigan stał się „mundurkiem” drużyny baseballu przy Uniwersytecie Harvarda. 345503-69f22d40026dd5a5714d3cf65a7beb4bAle szalona kariera nadeszła dopiero w szalonych latach 20. XX wieku. W 1925 roku niejaka Coco Chanel wystąpiła w beżowym dżersejowym kardiganie obszytym lamówkami, założonym do plisowanej, sięgającej tuż za kolano spódnicy. Sweterek miał po bokach dwie kieszonki, a dopełniały go eleganckie „biżuteryjne” guziki oraz sznury sztucznych pereł. chanel_cotton_cardigan_650_size_42_copiaDzianis_550b32edc6c7955827008f8b

nowy żakiet Mademoiselle, choć uszyty z taniego, roboczego dżerseju kosztował nieprzyzwoicie słono. Ale co tam, za markowy design trzeba płacić – uznała pierwsza dama mody. I tak zostało.

 14778858276313356889_thumbnail_405x552 Cardigan-Modern R2114-Melange-Shawl-Collar-Cardigan-Canyon-brown-square 

Po skosie z pagonem

Im bardziej męsko, tym mniej ozdobnie. Co emancypantkom zostało po po stójkach, kołnierzykach, falbankach i żabotach? Nic, goła szyja. I znów skorzystały z męskich patentów: wełniany szalik okręcony i podniesiony kołnierz. Do tego płaszcz zawiązany/zapięty w pasie.

Skąd się wziął?

Gabardynę – wełnianą tkaninę o ukośnym splocie – opatentował w 1888 roku Thomas Burberry. 1_HISTORY_DESKTOP_SIBLING_LEFT_SQUARE 80abb3721769dc6a2d011dd46805505b

Odtąd jego nazwisko kojarzy się z lekkimi płaszczami, początkowo noszonymi przez wojsko – bo właśnie dla armii Burberry zaprojektował w 1901 roku trencz – lekki, przewiązany paskiem płaszcz. burberry-trench-coat-1938-advertiseingTrencz oznacza po francusku rów bądź okop, więc jak łatwo się domyślić to okrycie masowo używano podczas pierwszej wojny przez wojsko brytyjskie. Militarne korzenie widać w kroju i detalach: pagony, dwurzędowe zapięcie, liczne kieszenie, metalowe sprzączki przy pasku w kształcie litery D, służące jako uchwyty do wieszania map czy broni białej. Trencz przydawał się też w warunkach ekstremalnych – nosili go m.in. Roald Amundsen na biegunie południowym i George Mallory, zdobywający (bez powodzenia) Mount Everest. Jednak na szczyty mody prochowiec wyniosły gwiazdy kina. burberry1 7cce72117e314b75d875881610b6141e

Za króla trenczu wypada uznać pewnego niewysokiego przystojniaka o tragicznym wyrazie twarzy. Odkąd Humprey Bogart podniósł kołnierz trencza w „Casablance”, humphrey-bogart-casablanca-trenchcoatten ciuch zaczął być utożsamiany z okryciem twardzieli. Obok porucznika Colombo w beżowym, nonszalancko zarzuconym płaszczu występowały całe stada detektywów, łącznie z porucznikiem Borewiczem. Co z tego mają kobiety? Dziś – nie tylko okrycie, także sukienkę, noszoną na gołe ciało. 10819-3002

Natomiast w latach 50. i 60. trencz przynależał do wampów, kobiet-szpiegów oraz uroczych nowoczesnych kociaków jak Catherine Deneuve czy Audrey Hepburn.

 Karlie-Kloss-wearing-a-Burberry-Trench-coat-in-New-York-on-October-11th-1200x1801 Burberry-Art-of-the-Trench-2 bogarttrench1

15
Nov

Ekstrawagancka klasyka

Udostępnij:

Są tacy, którzy w nią wierzą, jak w Zawiszę. Ubraniowa klasyka. Perfekcyjny krój, doskonałej jakości materiały, nienaganna długość mankietów, spódnic, spodni.  Na pewno sprawdza się, jeśli chodzi o pewne sytuacje (dyplomacja, wysoki urząd, audiencja u papieża, City i Wall Street).

Ale na co dzień – trochę nudno.

Znalazłam sposób na łączenie prawie klasycznych strojów (T-shirt, sukienka wygenerowana ze szmizjerki, podkoszulek przeobrażony w długą sukienkę bez rękawów) z lekkim lekceważeniem powagi i dress code’u. Jak? To noszę tunikę z identycznymi legginsami i powstaje niby-kombinezon. To wkładam wieeelką, przeskalowaną biżuterię (z nietradycyjnych surowców), to przełamuję „grzeczność” bluzą z kapturem. W takich ciuchach jestem sobą, to wyraża moją osobowość (uprzejmość, zarazem nieugiętość; życzliwość dla innych, ale zero przymilactwa). Do tego takie stroje są  wygodne. Jeśli na dokładkę dobrej jakości (opłaca się!), to nie tracą urody po pierwszym praniu.

Oto kilka przykładów.Stambuł 20141101_104038 aTAK_Landschaft _fot.wh_013 Głos unnamed po galeriach 5_Grze Drozd_fot.wh _21.05.14_003 w witkAcu_fot.wh_0002 20140918 MetroMatrymont komiks fot. MarytkaCzarnocka 009 Stambuł 0141101_115608 Stambuł 20141030_123331 10329160_722219881197727_8425768996206426816_n

Niemal wszystkie kiecki i bluzy – Marc Cain. Wyjątki: ogromny T-shirt do srebrnych spodni (Diesel) i czarne giezło na tunikę i legginsy w kwiaty (Helmut Lang). Srebrzyste „dredy” na szyi – wyrób własny. Naszyjnik czarny  i cielisty do czarnej sukienki – Galeria Milano.

06
Sep

Życie nietycie

Udostępnij:

 

Kilka dni temu przeczytałam, że nie należy jeść śniadań. Potem wolno jeść ile wlezie, byle nie dłużej, niż przez osiem godzin. Np. – między 10 rano a 6 po południu. Lub od południa do ósmej wieczorem. No i nawet w porze żerowania unikać frytek, lodów, chipsów, ciastek. Oraz innych bezwstydnie, jawnie tuczących rzeczy. Podobno skutki widoczne po tygodniu (5 kilo mniej).

Inna wersja łagodniej głodówki: jeść, ba! obżerać się przez pięć dni w tygodniu, a wyhamować prawie do zera (dozwolonych tylko 600 kalorii) przez kolejne dwa. I znów – iść w jedzeniowe tango przez pięć dni, pokutować za to da kolejne.

Od wielu lat zachowuję mniej więcej taką samą wagę; taką samą sylwetkę.

Alicja_Zachęta_ Ogród Saski _fot.wh_013 Leica Gallery _BOIKO_14.08.2014_fot.wh_003 Monika Małkowska_Gdzie jest sacrum_ DAP_szkoła marszandów i kolekcjonerów_fot.wh_0001Miejsce Projektów Zachęty_Sterownik czasu rzeczywistego II_28.08.2014_fot.wh_011 Miejsce Projektów Zachęty_Sterownik czasu rzeczywistego II_28.08.2014_fot.wh_017ow zpap_ spotkanie studentówi ASP z Dr M Małkowską_21.03.14_fot.wh _011_ po galeriach 5_Grze Drozd_fot.wh _21.05.14_003w witkAcu_fot.wh_0002 Kiecki od Marka Caina. Dredy na szyi – mojej roboty.

Ze śniadaniami od zawsze jestem na bakier. Tak mi dyktował/uje organizm oraz niechęć do wczesnego wstawania. Dzień rozpoczyna ciepły płyn. Kiedyś kawa nesca, ostatnie lata – herbata zielona cytrynowa, imbirowa czy inna. Kawałek białego sera też ok. Albo kromka pieczywka chrupkiego. Koło południa lub wczesnym po – espresso macchiato, czasem double. Właściwie rzadko kiedy jem lunch czy po naszemu obiad. Moim głównym – i najważniejszym – posiłkiem jest obiado-kolacja. Godziny różne, lecz zazwyczaj wypada to koło 17, 18. Najczęściej jemy (bo z mężem) coś upichconego w domu, popijamy winem. Potrawy lekkostrawne, dużo jarzyn, sałaty. Zamiast ziemniaków – buła (chętnie ciepła bagietka). Zimą zupy, coś na ciepło. Latem na przystawkę pochłaniamy kawałek dobrej wędliny (o ile tak elegancko można nazwać wzięcie w palce kilku plasterków wprost z lodówki). Często gęsto posiłek kończą sery, a potem – skubanie. A to słodkie, a to inne dobro.

Nasza aktywność – zawodowa i towarzyska – przypada na wieczory. Mąż kładzie się wcześniej, jako że wcześniej wstaje. A ja – na matę.

Zbliża się godzina duchów… Cicho, ciemno, czasem szemrze muza. Ćwiczę: na brzuchu, na plecach, na nogach. Zestaw od lat niezmienny, co podobno nie jest zalecane. Korzystniej dla ciała zmieniać – ale nie dajmy się zwariować. W sumie mata zabiera mi półtorej godziny. Jak bardzo się spieszę – godzinę. Wiem, długo. Ale to nie jest czas spędzony wyłącznie na rozruszaniu mięśni. Wtedy najlepiej mi się myśli. Czasem przerywam wygibasy, żeby coś zapisać. Kończę zrelaksowana, wyciszona, z nowymi pomysłami.

I czuję power. Naprawdę – ćwiczenia ciała przekładają się na głowę i charakter.

Niedawno czytałam, że Helen Mirren odprawia gimnastyczny trening 12 minut dziennie i ma widoczne w figurze wyniki. Nie wierzcie. W każdym razie – nie wierzcie, że tylko temu zawdzięcza dobrą formę. Taka wersja pasowała do „Podróży na sto stóp”, gdzie madame Mirren grała szefową kuchni i zajadała różne pyszności. Ale to rozwiązanie dobre dla początkujących: zacznijcie od kilkunastu minut.

imgres-1 imgres  images-3 images images-1

Niezła, prawda? Do tego utalentowana. I na pewno ma siłę charakteru. Podziwiam!

 

22
Aug

Odkrycie okrycia na lato

Udostępnij:

Niby nic nowego – legginsy i tunika.

Ale jednak włókna coraz to doskonalsze, wyrabiane z nich legginsy „oddychają”, kończyny dolne mają w nich komfort nawet w upalne dni. A część górna ma się równie świetnie, gdy okrywa ją luźno giezło z cienkiego, dzianego lnu bądź wiskozy.  Te tkaniny w kategorii „chłodzenia” wyprzedziły bawełniany trykot, nie wspominając o jedwabiu. Kiedyś sądziłam, że delikatny jak mgiełka szyfon na lato jest najstosowniejszy. Ale że był bestia przezroczysty, a jak nie leżałam w tureckim haremie, lecz biegałam po zalanych słońcem ulicach – wkładałam dla „przyzwoitości” dwie warstwy. I robiło się ciepluchno…

Tego roku najwyższe temperatury zniosłam w stroju, jaki poniżej. Plus białe schłodzone wino z lodem i wodą czyli szprycer. Polecam!Przybylak Propaganda_Jagoda Przybylak_fot.wh_005 Przybylak Propaganda_Jagoda Przybylak_fot.wh_012 Przybylak Propaganda_Jagoda Przybylak_fot.wh_016 Przybylak image003-1 Przybylak Propaganda_Jagoda Przybylak_fot.wh_004 Przybylak Propaganda_Jagoda Przybylak_fot.wh_013

Tak było na wernisażu Jagody Przybylak w Galerii Propaganda. Początek lipca, żar z nieba, a my – świeżutcy! My, bo mąż też w białym lnianym T-shircie. Ten mój sygnowany Zadig & Voltaire.

 

Takie proste szmaty. Tylko mają to coś. No i świetne dzianiny. Do kupienia w Warszawie na Mokotowskiej. Warto dybać na soldy.

zadig-voltaire-cube-linen-sweater zadig-voltaire-classic-t-shirt zadig-voltaire-miss-sweater zadig-voltaire-skull-burnout-tee zadig-voltaire-celsa-printed-cotton-sweater zadig-voltaire-hexago-draped-linen-top

22
Aug

Odejście Heleny

Udostępnij:

Nie była wcale piękna, za to wesoła. Jej radość wynikała z wewnętrznej harmonii. Helena Szewczyk szyła, podśpiewywała, modliła się i cieszyła z dobrych relacji z trójką dzieci. Te zaś już dawno wyrosły z wieku małoletniego, pozakładały rodziny, porobiły własne dzieci… Helenie to wszystko podobało się – a nawet, jeśli coś jej nie pasowało, nie zżymała się, tylko taktownie pomijała lub udawała, że nie zauważa.

Niewiele – o ile w ogóle? – spotkałam w życiu osób umiejących tak dobrze i mądrze żyć. Swięta były święte, praca – traktowana poważnie, jednocześnie z entuzjazmem. Nie kończyła żadnej szkoły krawieckiej czy projektanckiej, pochodziła z Rajgrodu, gdzie, wedle jej słów (w które wierzę!), jest prawdziwy raj. Do Warszawy sprowadził ją mąż, krawiec męski cechowy. Przy nim zdobyła zawód. Ale uczeń przeszedł mistrza – Helena miała po prostu talent. Nie lubiła powtarzania w nieskończoność gotowych „fachowych” wykrojów. Sama sobie wycinała szablony z papieru pakowego czy gazet. Uwielbiała eksperymenty. Nic jej tak nie cieszyło, jak moje wariackie pomysły. Ona, starsza pani, akceptowała rzeczy zupełnie obce ludziom jej środowiska, jej pokolenia.

Akceptowała? Szła za nimi jak na bal! Niewykończone dekolty czy „krzywe” doły sukienek, nieregularne marszczenia, zakładki, troki, szczypanki, stebnowania – nic nie było jej straszne, nawet jeśli nieznane. Kombinowała, wymyślała, kreowała. Szczęśliwa z każdego co trudniejszego zadania, podchodziła do wyzwań z ogniem w oku, nastawiając sobie dla animuszu Radio Maryja. Myślicie, że ulegała indoktrynacjom tej stacji? Nie, nabijała się z „moherów”, ale – cóż robić – lubiła nadawane tam piosenki, które znała…

A jej zrywność! Upadła szpilka – Helena szybciej się po nią schylała, niż ja. Ustalałyśmy długość kiecki – zaznaczała ją szpilkami, sunąc koło mnie w przykucu. Zależało mi na czymś specjalnie na wyjazd, na wyjście – nie było problemu, podrywała się o 4 rano, bez słowa skargi.

Chodziłam do niej przez co najmniej 20 lat; przyjeżdżałam z drugiego końca miasta. Nie tylko szło o ciuchy – ona mnie syciła humorem, optymizmem, zapałem. A nieraz wcisnęła szarlotkę, marynowane grzybki („bo pani mąż lubi”), jakiś inny domowy przetwór. Rok minął, jak Heleny nie ma. Kupuję gotowce. Nie tracę czasu na nużące miary, poprawki. Straciłam bliską osobę. Moją krawcową.

Rok temu w IPN – Spotkaniach z historią opowiadałam o modzie lat 80. i patchworkach szytych przez Helenę Sz.

Wykład w IPN zdjęcie

A to dla niej piosenka – o sukience: https://www.youtube.com/watch?v=i6oHbpDc9x

I to: Uhttps://www.youtube.com/watch?v=dT-QWcNoiGk

07
Aug

Było, nie było

Udostępnij:

Wiecie, jak to boli?

Byłam pełną nadziei i apetytu na życie małolatą, gdy usłyszałam: „Na starość będziesz bardzo brzydką kobietą”.

Autorem tego komplementu był Andrzej Partum, images-4 images-5 Partum z prawej.

imgresimgres-1Partum wedle Dwurnika – i na focie.

 

poeta konceptualny, człowiek pełen talentów i nienawiści do świata oraz wszystkich kobiet, które nie czołgały się u jego stóp. Jak ja. Natura poskąpiła mu wzrostu, szyi oraz prostych pleców. No ale intelekt, którym obdarowała w zamian, powinien rekompensować cielesne niedostatki i wabić płeć piękną w ilościach zaspokajających niezaspokojone ego  Partuma. Nie wystarczała mu Ewa, atrakcyjna żona, pionierka feminizmu w sztuce na ziemiach PRL-owskich, tyleż znakomita co odważna artystka. imgres-2 imagesEwa i milicjantka.

Wystąpiła w stroju… Ewy (jeśli nie liczyć pantofli na wysokich obcasach, które nawet nagości przydają elegancji) w performance’ach, o których dziś krążą legendy oraz foty dokumentacyjne w czerni i bieli. Zdarzyło się to jakoś na przełomie lat 70. i 80. Ja tam byłam i wino może piłam, a może nie – nie pomnę. imgres-5images-1

Partumowi (1938 – 2002) należą się podziękowania. Niniejszym ślę je na adres niebieski. Zmobilizował mnie. Zaczęłam się sobie przyglądać.

Minęły lata. Jestem starą kobietą (wedle metryki), ale wcale tak się nie czuję. Noszę się kolorowo. Czeszę odważnie. Trzymam prosto . Uprawiam co dzień gimnastykę. po galeriach 2_fot.wh _014_ w witkAcu_fot.wh_0004 aTAK_Landschaft _fot.wh_013 po galeriach 5_Grze Drozd_fot.wh _21.05.14_003 U Staszka – degustuję 10363445_748760975176115_239737505_n po galeriach 5_Grze Drozd_fot.wh _21.05.14_006 Ogród Saski _fot.wh_016 ow zpap_ spotkanie studentówi ASP z Dr M Małkowską_21.03.14_fot.wh _011_ po galeriach 2_fot.wh _016_ Przybylak Propaganda_Jagoda Przybylak_fot.wh_005 po galeriach 2_fot.wh _012_ w witkAcu_fot.wh_0002

 

Moje ulubione ciuchowe marki?

Marc Cain (większość kiecek). Zadig & Voltaire (większość T-shirtów). Kiedyś Diesel (ostatnio się skiepścił, zrezygnowałam). Dredy na szyi – robota własna, kręcona. Mam ich mnóstwo, we wszystkich kolorach, które mam w szafie. Kolczyki – Bogna Gniazdowska (perły rzeczne). Kolia z czarnego zawijasa – Galeria Milano.