Category: życie w obrazkach

09
Jan

Szczygieł jako jaskółka (reakcja na tekst Mariusza Szczygła w Dużym Formacie o wystawie w CSW Toruń)

Udostępnij:

Dyskusje na fb mkną lotem błyskawicy – a na blogu rzecz zostaje znacznie dłużej, lektury odbywają się wolniej, z namysłem. Dlatego wybrałam fragmenty moich wypowiedzi wraz z żywiołowymi (najczęściej) reakcjami. A działo się to 8. i 9. stycznia AD 2015.
Nareszcie! Mariusz Szczygieł 343 w Dużym Formacie wypuścił trochę powietrza z balona artworldowego.
Tak całkiem zwyczajnie, zachował się jak słynne dziecko z jeszcze słynniejszej bajki Andersena. Wiecie, co tamten brzdąc ośmielił się oznajmić wszem i wobec? Prawdę!
I Mariusz Sz. też.

Słynny reporter doświadczył kuratorskiego oprowadzania po wystawie bardzo współczesnej (nie powiem, jakiej – też widziałam) niejako per procura. Procurą okazała się portierka, która wzięła na siebie ciężar zinterpretowania eksponatów.
Zrobiła to lepiej, niż katalog – bo po polsku, od siebie, swojsko.
Pan Mariusz opisał, co widział i słyszał.
Jak to  dziecko naiwny.
Świeżynka.

I takiego dziecięcego spojrzenia wszystkim życzę.

 

Tu przerwa w moim poście – i miejsce na reakcje (wybrane.

.Joanna Sosnowska Ośmieszanie sztuki, nawet jeśli jest słaba albo wręcz zła, do niczego nie prowadzi. Tak,. M. Sz. się ośmieszył
Maria Horak Janikowska
 Najbardziej ośmiesza nadęcie i zadęcie jak się zdaje;-)

Sylwia Tarkowska-Włodarska M.Sz. nikogo nie chciał ośmieszyć. Sądzę, że opatrznie zrozumiała Pani ten tekst. Wręcz przeciwnie. Proszę zwrócić uwagę na życzliwość!

Joanna Sosnowska Nie widzę w tym żadnej życzliwości a właśnie nadęcie M.Sz., że to on pokaże jak bardzo “król jest nagi”. A może by tak pytać panie sprawdzające bilety w kinie o recenzje filmu i drukarzy o recenzję książek. Na pewno są wśród nich znawcy, ale mają inne zadania do wykonania.
Joanna Sosnowska
 Naprawdę, nie musimy się znać na wszystkim i wszystkim interesować. Sztuka wymaga wysiłku, żeby ją zrozumieć i tolerować a także odrzucić. Tekst M.Sz. jest arogancki i świadczy o całkowitej ignorancji.
Sylwia Tarkowska-Włodarska
 Nie zgadzam się. On ma tylko drugie dno….wydaje się być prześmiewczy…mnie nie. A Pani która tam pracuje wie i czuje więcej niż przeciętny widz. Nawet ten wyedukowany! Tak się akurat składa, że nie lubię sztuki współczesnej…ze swoją tkwię bliżej dziewiętnastego wieku, ale rozumiem o co chodziło M.Sz

Bartek Otocki W idealnym świecie grupa świetnych artystów tworzy skomplikowaną, znakomitą sztukę, której rewolucyjne założenia tłumaczy żywo zainteresowanym obywatelom zespół profesjonalnych krytyków-erudytów. Tyle bajeczki, której założenia choć wzniosłe nijak mają się do rzeczywistości. Dodam jeszcze, że osobiście nie mam nic przeciwko skomplikowanym dziełom wymagającym kompetencji i erudycji. Oprócz takowych chciałbym też zobaczyć dzieła, które na KAŻDYM poziomie odbioru mają coś do zaoferowania a także takie, do percepcji których nie potrzeba dwóch kartek A4 komentarza. A takie tworzy się o wiele trudniej. Karteczka obok to – prawie zawsze – ułatwienie dla twórcy.

A ja z Mariuszem Szczygłem zgadzam się w całości. 
To, co prezentuje się najczęściej na wystawach (nikt mi nie zarzuci, że się „nie znam”) – to w większości wprawki, pomysły, tzw. rozwijanie wrażliwości – aloe nie gotowe prace.
Tak jak podtykanie mikrofonu i udzielanie głosu kuratorowi nie jest „krytyką sztuki”.
To są TYLKO zabiegi wstępne do opanowania profesji.

Jan Niksiński W sztuce nie ma niczego do rozumienia lub pojmowania. Odbiera się ją zmysłowo i emocjonalnie. Jeśli dane dzieło do nas przemówi, wzruszy lub zainteresuje, można potem czytać lub słuchać na jego temat wszystkiego, co chce. Natomiast jeśli jakieś “dzieło” nic nam nie mówi bez czytania kuratorskich elaboratów, to znaczy tylko to, że albo jest to dzieło kompletnie bez sensu, albo nie trafia ono na nasze zmysły i emocje w sposób naturalny.

Znów ja:

To, co widać na wystawach, nie jest tylko polskim trendem. 

Poszukiwanie „świeżego mięsa” (jak najmłodszych, nieznanych artystów, których się „odkrywa”) to trend ogólnoświatowy. Tylko że młodzi nie bardzo sami się znają i nie wiedzą nawet, jak mówić o sobie. Co dopiero o trudniejszych, ogólniejszych problemach.

Ale dobra, niech będzie poligon doświadczalny.
Takie „poszukujące” pokazy są wszędzie.

Tyle tylko, że w bogatszych krajach równocześnie można równolegle zobaczyć to, czego tu daremnie oczekiwać – np. Rembrendta, Velazqueza, Leonarda, Turnera… Albo wielkie retrospektywy Eliassona, Kapoora, Kiefera… U nas takowych w ostatnich latach ani na lekarstwo.

Efekt? Za „sztukę” zaczyna biegać cokolwiek, co nosi cechy rzetelnego rzemiosła – czyli malarskie gadżety (pisałam, pokazywałam). Myśl, sens, cel, przesłanie w takich przypadkach nie mają znaczenia.

Jarek Lustych trzeba odkrywać młodych (za okrycie dodatkowe pkt..), no bo jak to odkrywać starych, a jak już (ci starzy) zrobili coś wcześniej to całkiem mają przechlapane, bo jaki krytyk/kurator się przyzna, że dopiero teraz przejrzał na oczy

Jan Niksiński Tzw odkrywanie młodych znaczy tylko to, że ich da się bez problemu kształtować o dopasować do danego projektu.

Znowu mój wpis:

Szaleństwo polowania na młodych artystów ma uzasadnienie rynkowe i TYLKO rynkowe. xawery-wolski-lamella-2014-06-16Są nie tylko tańsi; nie mają wielkich oczekiwań i okazują na wszelkie sposoby wdzięczność – także są bardziej elastyczni jeśli chodzi o sugestie kuratorów/marszandów. Chętnie dowiedzą się, jak i co mają robić, żeby zrobić „karierę”.
Zaczynają realizować (czy raczej ilustrować) cudze pomysły/rozwiązania/tezy.
Nie rozwijają się wedle własnych przeżyć, emocjonalnego dojrzewania, doświadczania. Są prowadzeni za rękę.
Odpadają z gry, kiedy pojawiają się jeszcze młodsi, odpowiadający na aktualne zapotrzebowanie rynku. Lub bardziej pasujący do koncepcji kuratora.
I to dopiero prawdziwe nieszczęście.

04
Jan

Biorę to na klatę (czym jest krytyka)

Udostępnij:

1.

Wiecie, co mnie najbardziej dziwi, zaskakuje?

Opinie, jakobym wygłaszała „niepopularne sądy”. Z akcentem na NIEPOPULARNE.

Myślałam, że o to chodzi w krytyce.
Myślałam, że o to chodzi w sztuce – o przekraczanie granic tego, co było.
Myślałam, że o to chodzi we wszelkiego rodzaju kreatywności – unikanie schematów, odwaga głoszenia (robienia) tego, co uważa się za własną prawdę.

Fajnie i łatwo wyśmiewać się z soc-odgórnych wytycznych. Ale głupia była doktryna socrealizmu  cha, cha, cha! Jakimi kretynami byli ci, co się pod nią podpisywali!

A teraz – to co?
Jest zamordyzm.
Jesteśmy (działamy) między dwoma potęgami: dyktatura rynku kontra dyktatura kuratorów. Jedno i drugie groźne. Jedno i drugie zagraża sztuce PRAWDZIWEJ.

I jakoś nikt ust nie otwiera.

2.

Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć: zła sztuka atakuje.

Dlaczego? Bo nie ma krytyki. Autorytetem są ludzie z mediów i ci przy kasie.

Pracownicy mediów uznali się za wystarczająco zorientowanych. Teraz oni ferują wyroki.
Jeśli gadżeciarz jest ulubionym „tfurcą” jakiegoś redaktora/redaktorki z tv, radia, czy popularnego pisma – będzie lansowany i kropka. Woda na młyn zadufkom, reprezentującym tandetne upodobania, unikającym myślenia

.Waiting-for-Ulysses-b Olbin.2-20-salome Pierrot_ro13-v
Tak wygląda „głęboka” sztuka. Dla pensjonarek – dupościsk, do orgazmu włącznie.

Trudno walczyć z wieloletnim niedouctwem i brakiem wrażliwości. Okazuje się, że autor reklam jest NAJWIĘKSZYM POLSKIM ARTYSTA. Zgadnijcie, jak się nazywa?dove_angel2006 09-04-01(570) horowitz2

3.

Jak może podobać się taka głupotahome alone madonna with pugs 150x120 P7132764, która kiedyś może by miała szanse w satyrycznym pisemku (ale wtedy inaczej rysowana, a nie UDAJĄCA malarstwo)? Sama technika malarska (załóżmy, opanowana – ale to nie czyni z człowieka artysty) użyta po to, by mamić, przypochlebiać się, wdzięczyć, mydlić oczy – to cynizm i kilka innych negatywnych cech razem wziętych (gryzę się w język, żeby nie dać się ponieść emocjom).

Diapazon w sztukach wizualnych rozciąga się pomiędzy kiczem a postkonceptualnym minimalizmem czy sztuką post-krytyczną (tak to najkrócej nazywam).

Kicz podoba się niewyedukowanym, prostym odbiorcom – a takich najwięcej.
Postkonceptualne minimalizmy są wyborami większości kuratorów.

Siła masy przeciwko sile wpływów.

Kicz kontra postkonceptualizm (postkrytycyzm, postminimalizm).

O tym – później.

 

Cytat z fb: Bartek Otocki Pani Moniko. Lubię Pani wpisy i uważam, że punkt widzenia, który Pani prezentuje jest bardzo potrzebny, choćby po to, żeby różnicować dyskurs krytyczny tak bardzo jak się da – podobnie jak w jakiś przewrotny sposób potrzebni są również The Krasnals. Z wieloma kwestiami się z Panią zgadzam, jednakże uważam piętnowanie dokonań artystycznych tylko w sposób emocjonalny (“obrzydlistwo”) za niepotrzebne skręcanie w stronę czegoś co już krytyką nie jest. Proszę zostawić tabloidową pseudo-krytykę Karolinie Plincie, jej Pani w tej specyficznej poetyce nie przebije. Myślę, że o wiele bardziej potrzebujemy dziś zrównoważonego głosu krytyki spoza strefy “Warsaw Gallery Weekend/Szum/Obieg et consortes”.

 

01
Jan

Polska poezja ekonomiczna (czyli piosenki do liczenia)

Udostępnij:

„Mniejszych miast – dwie trzecie” – taki wynik dotyczący aglomeracji w Polsce podali Starsi Panowie w 1964 roku. 4575a92b-43b2-4ada-a433-21223f2ce099 url

Ich zdaniem, dobrze jest orientować się w danych statystycznych (nawet dumając nad Prosną).

Od tamtej wiosny minęło pół wieku, a zagęszczenie ludności w naszej ojczyźnie uległo niewielkiej zmianie. Z jednym wyjątkiem: rozrosła się stolica. Kiedyś – także stolica kultury (bez urazy, Krakowie). Tu koncentrowało się „światowe życie”, którego obraz naszkicował Wojciech Młynarski. wojciech-młynarskiSłucham tej piosenki i zdumiewa mnie jej aktualność. Wprawdzie dziś „na sto imprez” zaprasza nie PAGART, lecz firmy uprawiające marketing z kulturalną wkładką. Czyli – zapraszają gwiazdę sceny czy estrady jako dekorację spotkania. Na takich celebryckich spędach gromadzą się tłumy złaknione towarzyskich sukcesów oraz gromadki głodnych… naprawdę. Jedni i drudzy szturmują stoły, na których „wszystkiego dotknąć, wszystko wolno zjeść ci/ każda kanapka warta chyba z pięć czterdzieści” (ciekawostka: cena wyrobów garmażeryjnych z lat 60. ubiegłego wieku nie różni się od tej współczesnej).

Na salonach, z których fotorelację nadaje Pudelek, prym wiodą nowobogaccy. Wśród nich są damy o nazwisku kojarzonym z popularną marką lodziarską. Podobno wystarczyło im półroczne „bywanie”, żeby rozpoczęły spektakularne kariery. Umiejętne ocieractwo o sławy jest teraz ważniejsze niż talent i dorobek. Ale najpierw trzeba mieć za co bywać. Schemat budowania rodzinnej fortuny (lodziarskiej, acz nie tylko) streścił Młynarski w kolejnym prastarym utworze „Szajba”: „Przy maszynie – mama z zięciem,/Za wspólnika mają teścia/I za każdym pociągnięciem/ – Trzy dwadzieścia! Trzy dwadzieścia!” A potem teść podwaja tempo produkcji lodów i ładuje porcje za „sześć czterdzieści! Sześć czterdzieści!”

Oto konkret cenowy w utworze o wysokich walorach literackich. Nie jedyny. Ile co było warte, dowiadujemy się z tekstu „Okularnicy” Agnieszki Osieckiej (1963 rok).roz5674661 Oto po dyplomach absolwenci wyższych uczelni „wiązali koniec końcem za te polskie dwa tysiące”. Była to wersja skorygowana przez Władysława Gomułkę, pod naciskiem którego Osiecka odszczekała pierwotne spostrzeżenie – że dyplomanci wyższych uczelni „… żyją w jakimś mieście za te polskie tysiąc dwieście”.

W porównaniu z teraz, luksus! Dziś świeżo upieczony magister nauk humanistycznym przede wszystkim mierzy się z bezrobociem. Jeśli ktoś zaoferuje mu etat za dwa tysiaki, chwycił Pana Boga za nogi. Częściej tyra za friko lub na umowach śmieciowych.

A wydawało się, że po 1989 roku zmieniło się wszystko. Kapitalizm ustawił finansowe relacje w zdrowym stosunku podaży/popyt. Żeby osiągnąć ten ideał, przecierpieliśmy kilka inflacyjnych rzutów, denominację, kryzys…

I co? Z perspektywy tzw. inteligenta czy tzw. artysty obecna rzeczywistość niewiele różni się od tej z epoki komuny. Oburzacie się? Nie wierzycie? Proponuję porównać treść naszych kpiarsko-krytyczno-intelektualnych piosenek z różnych epok. Zwłaszcza te, które mają rachunki wplecione w rymy.

Choćby Młynarski – w utworze „Jesteśmy na wczasach” wstawia passus na temat „góralskich tańców”.pic O co chodzi? To aluzja do banknotu o niebagatelnym nominale pięćset zetów (dany góral), rzucanego orkiestrze w szaleńczym porywie rozrzutności, „gdy dziewczę kwili”. Jakiego inteligenta byłoby dziś stać na podobne zasilanie amatorskiego zespołu w górskim uzdrowisku? Dycha, to góra, na co zdobyłby się wczasowicz, choćby nie wiem jak zainteresowany urodą pani Krysi. Zresztą, ona też niewymagalna – wystarczy drink, żeby zmiękła, taki za dwie dychy góra.

Bo co może obywatel/ka kraju o światowych aspiracjach, dociśnięty/ta finansowo do ściany?

Zakazane jest przede wszystkim – dać się trafić, przyznać do biedy. Żeby jej uciec, każdy chwyt dozwolony. Dawanie ciała za ekwiwalent wymienialny w europejskich bankomatach, to sprawa na porządku dziennym. Jedna różnica między współczesnością a sytuacjami, które przedstawił Marek Dutkiewicz dutkiewiczw szlagierze „Jolka, Jolka, pamiętasz” – to pochodzenie i kolor skóry uwodzicieli. Dutkiewicz wspomina damę „piękną jak sen”, która zdradziła narzeczonego z autobusem Arabów. O pochodzeniu klientów wiele świadczy przebój Lady Punk „Tańcz głupia tańcz”1227143.3. W imieniu moralistów prawił nauki pannom napalonym na dewizy „U „Maxima” w Gdyni znów cię widział ktoś,/sypał zielonymi mahoniowy gość”. Znamienne – Jan Borysewicz, sam o niezbyt kryształowej konduicie, krzywił się na małolaty opłacające „ciałem kolorowy sen”.

Zawsze jednak ostaną się nieprzekupni. Ambitni. Szlachetni. Ci, tak jak kiedyś, na Ważną, Własną Twórczość zarabiają chałturami. Kiedyś im podobni robili dekoracje na Pierwszego Maja czy 22 Lipca – obecnie są gotowi zasilić kabzę w służbie dla nowych uprzywilejowanych.

A ci doskonale wiedzą, za ile można kupić niedocenionych geniuszy. Prawie trzydzieści lat temu, w strasznych latach 80. kapela Klaus Mittwoch 183648wyznawała: „Jezu jak się cieszę/Z tych króciutkich wskrzeszeń/Kiedy pełną kieszeń znowu mam/Znowu mogę myśleć/Trochę jakby ściślej/I wymyślać śmiało nowy plan”. Starczało na kilka dni, potem kieszeń pustoszała, mijała euforia. I znów trzeba było poszukać kolejnej umowy-zlecenia, żeby przetrwać. Egzotyka komuny? Skąd, wciąż to samo. Niestałe dochody nie zapewnią bytu, zwłaszcza pod butem wyzyskiwacza-kapitalisty. Tylko – kto się odważy? O wyzysku śpiewano na plantacjach bawełny amerykańskiego Południa – ale żeby ktoś teraz? Kompromitacja!

Jedynie Kazik odważył się przyznać do mizerii swej kondycji: „12 groszy, tylko nie płacz proszę/12 groszy w zębach tu przynoszę”kazik_staszewski– podsumowywał swoje zarobki w nowym systemie. Ale nie znalazł responsu u kolegów po fachu. Fason bohemy, to… udawanie. Baronów cygańskich.