11
Jan

Człowiek ze spiżu (recenzja filmu Andrzeja Wajdy „Powidoki”)

Udostępnij:

 Gdyby film warto było obejrzeć dla kilkusekundowej sekwencji – polecałabym „Powidoki” afterimage-2

 

z racji sceny w pracowni Władysława Strzemińskiego. Gdy na fasadę budynku wciągany jest baner z podobizną towarzysza Stalina, wnętrze, gdzie malarz pracuje nad kolejnym obrazem, zalewa fala czerwieni. Scena mocna w swej symbolicznej wymowie jak cios między oczy, komunikatywna dla każdego, bez względu na poziom wiedzy czy wrażliwość. Oto nastaje noc socrealizmu, co dla wielu twórców oznacza czas niebytu. Także, czy nade wszystko – dla awangardystów pokroju Strzemińskiego.

Filmy tak deklaratywne jak „Powidoki” nie mogą obyć się bez jednoznacznych ideowo momentów, toteż powyższą scenę uważam za plastycznie słuszną (jedynie słuszną) i wybaczam brak wyrafinowania. Jednak film skażony jest grzechami nie do zaakceptowania pod żadnym sztandarem, nie usprawiedliwionych żadnym programem. Andrzej Wajda przystąpił do swej ostatniej produkcji – bo nie ośmielę się określić „Powidoków” mianem dzieła – pod banderą rozliczeniowo-ekspiacyjną.ru-0-r-600600-n-4aa25140e35479b55469c40f36e72bf6scjfh2p4akpa

W obecnych realiach jazda bez trzymanki po komunizmie i ówczesnych bonzach była pójściem na łatwiznę, a zobrazowanie wielokrotnie opisywanej gehenny artysty wyrzuconego przez system na margines trąciło banałem. Całość sprawiała wrażenie przymilania się do mało wymagającego odbiorcy, a co gorsza – sprzeniewierzania się samemu sobie. Jakby Wajda wytracił wrażliwość na komplikacje natury ludzkiej i uwikłania w historię.

Bo nieważne, że zmarły niedawno mistrz miał na sumieniu flirt z komunizmem (nie tylko młodzieńczy, co łatwo darować); nieistotne, że w panteonie swych bogów nie miał żadnego abstrakcjonisty. „Powidoki” budzą mój sprzeciw z powodów artystycznych.

Najpierw bohater, płaski jak wycięty z obrazu powidok. Na nic wysiłki Bogusława Lindy (który heroicznie stara się wycisnąć z granej przez siebie postaci bodaj drugi wymiar).z21008398vpowidoki

7405abc6ebec4f57a514cda3a0d8463e.

I tak jawi się jako statua ze spiżu posypana pozłotką. Niezłomny obrońca wolności twórczej, mnisio nieczuły na kobiece awanse, pogodzony z poniżeniami pół-święty, do tego czuły rodzic i oddany pedagogz19082519qplan-filmu-powidoki-andrzeja-wajdy – nie, tylu zalet na raz nie byliby w stanie unieść Kirk Douglas pospołu z Garym Cooperem.

Nasz heros mierzy się ze światem tak złym jak dziewiąty krąg piekieł. To kolejna męka – oglądać bezduszne kreatury, którym oko nie drgnie, gdy poruszający się na szczudłach, jednoręki artysta (o geniuszu którego nikt nie wątpi, ale i nie mówi) dokonuje ekwilibrystycznych figur jako dekorator witryn.

Tu dochodzimy do kolejnej wtopy: obsada. Całe szczęście, że Nice Strzemińskiej, córce pary Kobro/Strzemiński, nie dane było oglądać swego filmowego wcielenia.

Bronisława Zamachowska (tak, córka tego Zamachowskiego) afterimage_04-h_2016nie przeszłaby przez sito konkursu recytatorskiego na szczeblu szkoły podstawowej – a tu powierzono jej wielce odpowiedzialną rolę, której, jak to się mówi, nie uniosła. Natomiast nie jej, lecz scenografa winą było włożenie cynobrowego okrycia na pogrzeb matki, co całkiem bez sensu kojarzyło się z postacią dziewczynki w czerwonym płaszczyku z „Listy Schindlera” 821e15ee034eae0d12ac45cf0421189608d9d9e0

i książką Romy Ligockiej. Nie każdej czerwieni powidoki przystają do sztuki Strzemińskiego.

 

883a2495-6ab2-42e3-b44e-5cf7d43cc461 Feta w Rzymie. Bez szans w Hollywood.