22
Mar

Dotykanie duszy (o wystawie Magdy Moskwy w łódzkim ms2)

Udostępnij:

Wydarzenie szczególne: Magda Moskwa nie ma nawet pięćdziesiątki; do tego pracuje w powolnym tempie i stworzyła właściwie niewiele. Jednak kuratorka Maria Morzuch uznała za właściwe zaprezentować dorobek artystki w tak prestiżowym miejscu. Jednocześnie, po raz pierwszy zostały ujawnione sekrety warsztatu malarki – ekspozycję zamyka stół z narzędziami, które bardziej kojarzą się z pracą mechanika precyzyjnego lub chirurga: wiertła, dłuta, noże, skalpele, rękawice. Do tego maksymalny porządek i sterylna czystość. Musi tak być – Moskwa operuje w ciele.

magdalena-moskwa-2013-03-28-014-800x533 magdalena-moskwa-2013-03-25-011-920x613 magdalena-moskwa-2013-03-28-002-576x383

Rytuał przechodzenia

Pierwsze doznanie: w salach muzeum rozlewa się mleczna jasność, której źródła nie widać. Jakby wejść we mgłę. W tej przestrzeni „bez właściwości” – dyskretnie rozmieszczone obrazy i obiekty. Nieduże, zmuszające widza do bliskiego kontaktu.

Te prace przyciągają, zarazem odpychają. Zdają się balansować na granicy świętości i profanacji. Odsłaniają jakąś tajemnicę, na przyjęcie której nie jesteśmy gotowi, a może – wolimy jej nie poznać?

magda-moskwa-kobieta5 3moskwa_400 1093-big

Przy wejściu umieszczono prace najstarsze, studenckie (połowa lat 90.). „Były bardzo źle przyjęte przez profesorów, odrzucane, atakowane” – wspomina Magda M. Nie dziwota, nikt tak jak ona nie malował. Od początku w sztuce Moskwy niepokoił niesamowity, nierealny (nadrealny?) nastrój oraz nietypowa dla młodej dziewczyny tematyka: zainteresowanie duszą, nie ciałem postaci. Ich światem wewnętrznym. Już wtedy autorka uważała, że „człowiek sam dla siebie jest tajemnicą” i to, co widać, nijak nie oddaje tego, co siedzi w środku.

Na dyplomie pokazała kaftany i nakrycia głowy, które oszpecają i krępują ruchy. Jeszcze nie tortury, lecz wyraźny dyskomfort. Wszystko po to, żeby wyrazić, jak niektórzy ludzie czasami czują się. Zakompleksieni introwertycy, których przeraża konieczność kontaktów z innymi. Wydają się sobie paskudni, niezdarni, skrępowani własnym ciałem, sobą. To właśnie wyrażają te kostiumy

.51.-Magda-Moskwa-ubranie-2000r. magdalena-moskwa-2013-03-28-009-800x533 15

Wkrótce po studiach autorka dokonała portretowej rewolucji. Korzystając z rysów własnych i osób mniej lub bardziej identyfikowalnych, wykreowała… ożywione umarlaki. Nie, żadna makabra. Te zombies mają pociągającą powierzchowność.

Kojarzą się z trumiennymi portretami, ale nie z tymi sarmackimi, na których zmarli byli prezentowani w pełni witalności. U Moskwy odnosi się wrażenie obcowania z osobą zmarłą częściowo, wciąż świadomą. Według mnie – klimat jak z powieści Faulknera „Kiedy umieram”.

Magda Moskwa też pokazuje kobiety – choć niekiedy płeć nie jest jednoznaczna. Tym bardziej te wizerunki niepokoją. Oglądamy tłustawe ciała, czasem tylko fragmenty – stopy, dłonie, tułów. Wszystko to ciężkie, niezgrabne, jakby opuchnięte. Oczy często zamknięte, mimika niczego nie wyraża. Mimo to te dziwne figury noszą się odświętnie i wciąż kokietują. Mają utrefione loki na łysawych czaszkach, pomalowane paznokietki na trupio białych paluszkach, noszą wymyślne, kreacje. Nastrój wystawności potęguje otoczenie: wspaniałe materie, wymyślne kwietne desenie, koronki. Przecież to ważna ceremonia – przechodzenie z fazy życia do fazy kolejnej. Bez określania, czym jest ten ciąg dalszy… Mam wrażenie, że Moskwa dogadałaby się świetnie z Małgorzatą Szumowską – obydwie zgłębiają ten sam temat: „Body/ciało”. Czy jest coś więcej?

1093-big  l o2005c

Dłubanie w żywej materii

Magda Moskwa terminem „Nomana” określa organiczną obecność człowieka. Postrzega swe prace jako swego rodzaju „malarstwo materii”. W małej skali. Pamięta, jak silne wrażenie wywarły na niej średniowieczne krucyfiksy, w których rany na ciele Chrystusa pokazane są do bólu (dosłownie) realistycznie. Tłumaczy swoją ideę: „ciało jest środkiem, nie celem”. Znaczy: nie chodzi jej o pokazywanie powłoki zewnętrznej, ale sprawdzenie, jak funkcjonuje życie w tej cielesnej materii, z której wszyscy się składamy.

Kilka lat temu płaskie obrazy zaczęły przeobrażać się w reliefy. Niektóre elementy zyskały realną, trójwymiarową cielesność. Spójrzmy na taki kadr: dłonie – wyraźnie damskie – złożone na brzuchu kobiety odzianej w ciemnozieloną suknię. Ten detal został obramiony… wałeczkami z ciała. Najwyraźniej ludzkiego, naturalistycznie oddanego. W innej pracy biała, leżąca na prześcieradle postać ma wmontowany pomiędzy piersiami… wizjer. Soczewka powiększająca pozwala dostrzec jakiś organ wewnętrzny, nie bardzo wiadomo, jaki.

Ostatnie prace Magdy Moskwy stały się obiektami. Trzeba się nad nimi pochylić i… Niektórzy cofają się, inni starają się nie okazać zdumienia. Bo oto w szklanej gablocie ukryte zostało coś jak placek na pizzę, ale ulepiony – zda się – z ludzkiego ciała. Coś żywego, zarazem przerażająco martwego, wyabstrahowanego z organizmu. Co to – hodowla sztucznej tkanki? Produkcja organów zastępczych? Widać niebieskawe żyłki; kolejne warstwy od naskórka do skóry właściwej. Z ranką pośrodku, jątrzącą się czerwonawo. Co się dzieje wewnątrz rany – też można zobaczyć na zdjęciu, w powiększeniu. Mikroświat, bogactwo form, już nie przerażające, lecz bardzo atrakcyjne, malarskie.

Najnowszy obiekt jest małą rzeźbą o nieregularnym, organicznym kształcie. Miękka srebrna bryła z wlotami do środka. Znów wydaje się, że pod srebrzystą powłoką kryje się żywa tkanka, w której zachodzą jakieś procesy. Możemy nawet dokładnie im się przyjrzeć przy pomocy soczewki powiększającej. Czy zobaczymy prawdę o życiu? Na to pytanie Magda Moskwa nie daje odpowiedzi.

Magda Moskwa „Nomana”; kuratorka Maria Morzuch – Muzeum Sztuki w Łodzi, oddział w Manufakturze (ms2), wystawa czynna do 16 maja

Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej”’