20
Aug

Kreatywność pod gołym niebem (o plenerach malarskich i innych formach kontaktu z naturą)

Udostępnij:

Wyjść z domu. Iść przed siebie, daleko. Zapocić się, zedrzeć buty. Doświadczać przyrody i kontaktów z prostym ludem. Czy to już sztuka, czy jej namiastka?

Z roku na rok przybywa latem plenerowych iwentów. Dominują festiwale muzyczne – bo pod „otwartym” niebem muza szybuje wysoko, a jej fanom zdaje się, że kontaktują nie tylko ze sobą, ale też z wszechświatem. Tak, przyroda daje ludzkiej kreatywności impuls, kop, echo. Bywa nawet dla sztuki konkurencją. Niektórzy uważają, że zachód słońca nad morzem jest spektaklem dorównującym napięciem dramatom Eurypidesa. Co zaś do zalet wizualnych, to żadne dzieło rąk ludzkich nie może się mierzyć z pięknem tej sceny.

Naturę wyniesiono na piedestał w epoce romantyzmu, kiedy przestano ufać „mędrca szkiełku i oku”. Twórcy poczuli potrzebę wzniosłości, metafizyki i mistycyzmu – co odnaleźli w krajobrazach dzikich, nieokiełznanych, trudno dostępnych. To oni zapoczątkowali erę pieszych wędrówek, najczęściej odbywanych w samotności, by w skupieniu oddać się kontemplacji dzieła Stwórcy. William Turner przemierzył pieszo Anglię wzdłuż i wszerz (podobno potrafił dziennie pokonać do 40 km), odnajdując estetyczne walory w deszczu, mgle i mżawce. Goethe padał na kolana przez majestatem Alp, Johann_Heinrich_Wilhelm_Tischbein_-_Goethe_in_der_roemischen_Campagna

Caspar Friedrich składał hołd żywiołowi morskiemu.

024-caspar-david-friedrich-theredlist Caspar_David_Friedrich_-_Der_Mönch_am_Meer_-_Google_Art_Project001-caspar-david-friedrich-theredlist                     Caspar_David_Friedrich_-_Wanderer_above_the_sea_of_fog

Zarówno ci wielcy, jak i mniej utalentowani, starali się przelać wrażenia na papier, słowem bądź obrazem.

 

Z czasem peregrynowanie w pojedynkę przeobraziło się w eskapady grupowe. Tak powstała moda na spędzanie wakacji w plenerze (spolszczona wersja francuskiego terminu „plein airs”, co oznacza otwarte powietrze, wolna przestrzeń). Bazą dla wycieczek krajoznawczo-artystycznych były zazwyczaj zabite deskami wiochy; miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc. Tam artyści organizowali „kolonie”.

Pionierzy malowania i życia w naturze pojawili się we Francji w latach 30. XIX wieku. Barbizończycy (nazwa wywodzi się od miejscowości Barbizon w pobliżu Fontainebleau) CorotSaintQuentinuznali miasta za siedliska zła, skażone degeneracja moralną i kapitalistycznym wyzyskiem. Znaleźli azyl niezbyt daleko od Paryża, ale daleko od cywilizacji. Żyjąc w spartańskich warunkach, nie rozpraszani miejskimi pokusami, oddawali się w całości twórczości

Corot_Mont_Soracte182627 Guigou_Paul_Camille_An_Autumn_Morning

W ślad za barbizończykami ruszyli impresjoniści. Ci, jak wiadomo, chcieli utrwalić ulotne wrażenia – blaski i cienie, gęstość powietrza, zmienność pogody, pór dnia. Plener stał się ich żywiołem. Niektórzy amatorzy natury i naturalności opuszczali metropolie na długie miesiące, nawet lata. To przypadek Vincenta van Gogha, który doznał olśnienia w gorączce południowej Francji, Van_Gogh_-_Blick_auf_Arles_mit_Iris_im_Vordergrund Van_Gogh_-_Weizenfeld_bei_Sonnenuntergangczy Władysława Ślewińskiego, którego malarsko rozgrzała zimna Bretania oraz charyzmatyczna osobowość Paula Gauguina – ten zaś wkrótce zrezygnował ze skalistego bretońskiego wybrzeża na rzecz egzotycznego Tahiti. Znaleźli się też tacy, którzy chcieli efemeryczne zjawiska osadzić na geometrii: kuli, stożku, walcu. Przy tym upierał się Paul Cézanne, bez względu na stan zdrowia czy warunki atmosferyczne maniakalnie malujący górę świętej Wiktorii w okolicy Aix.

 

A kiedy plenery pojawiły się w Polsce?

Do połowy XIX wieku studenci naszych nielicznych szkół artystycznych kopiowali krajobrazy z wzorników. Na ostatnim roku dostępowali łaski odmalowywania widoków według… pejzaży holenderskich. Dopiero niejaki Jan Piwarski, profesor warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, wprowadził do programu zajęcia zwane plenerowymi seminariami. Wałęsanie się po kraju weszło w krew jego wychowankom: Wojciechowi Gersonowigerson-cmentarz-w-gorach_0ilMVAG

              , Franciszkowi Kostrzewskiemu5c65a58eff4df79f71e113ff4f0d83e9,

                      Józefowi Szermentowskiemus2-droga-do-wsi. Im zawdzięczamy narodziny polskiego malarstwa plenerowego. Oraz popularność letnich wyjazdowych „dokształtów”, do tej pory obowiązkowe na studiach plastycznych.

Trzy lata pewna młoda artystka ruszyła w pojedynkę przez Polskę, od Gdańska po południową granicę, pieszo. Plonem jej łazęgi okazały się selfies i filmiki kręcone komórką. Przy okazji piechurka skonstatowała: „społeczeństwo jest niemiłe”. Rodacy nie zauważyli, że na ich oczach tworzone jest dzieło sztuki. Za to kuratorzy okrzyknęli, że „star is born”.

Bo obecnie niewiele potrzeba, żeby doszlusować do artystycznego panteonu. Wystarczą mocne nogi.