11
May

Podglądani, podsłuchiwani, sterowani (o wystawie Watching You, Watching Me

Udostępnij:

 

Na frontowej ścianie berlińskiego Muzeum Fotografii, tuż przy Dworcu Zoo, zobaczyłam postaci dwóch mężczyzn naturalnej wielkości, dosłownie wtopione w mur. StreetGhosts-press-berlin-20

Zdumiewały ich twarze bez rysów, rozmazanie w plamę, jakby mieli naciągnięte na głowy pończochy. Reklama? Mural? Rzecz wyjaśniła się wewnątrz muzeum, na wystawie. Frekwencja wysoka, bo temat ważny.

Dotyczy nieuświadomionego przez większość monitoringu na potrzeby polityków i korporacji, równie wszechobecnego jak… Oko Opatrzności..

 

 Peruka, przyjaciel agenta

Prezentacji składa się z dwóch części przenikających się wzajemnie. „Pola mają oczy” dotyczy historii od XVI wieku do końca XX. W tym zestawie jedynie niektóre eksponaty można zaliczyć do sztuki, np. stare ryciny. Reszta to „dowody rzeczowe”. W partii współczesnej, zatytułowanej „Waching You, Watching Me” (cytat z piosenki Blla Withersas, parafraza piosenki Abby „Knowing Me, Knowig You”) bierze udział 10 fotografów z różnych krajów.

 StreetGhosts-press-london-2 street-ghosts-main 

Zacznę od postaci, które zauważyłam na fasadzie Muzeum Fotografii. To praca „Uliczne duchy” autorstwa włoskiego artysty Paolo Cirio, który wykorzystał fotki ze strony Google Street View. Ludzi, anonimowych i pozbawionych rysów, „wyjął” z Googla, powiększył do naturalnej wielkości, następnie umieścił tam, gdzie zostali „złapani” przez satelitę, czyli w przestrzeni publicznej. Dodam, że sfotografowałam te bezcielesne byty i w ten sposób dałam im kolejne życie w mojej komórce.

Obok „Duchów ulicznych” są zdjęcia całkiem konkretnych, lecz anonimowych osób – agentów Stasi. Simon Menner, niemiecki fotograf, przez trzy lata penetrował archiwa NRD-owskiej bezpieki, znajdując rozmaite przykłady inwigilacyjnych metod.

imagesPowstał cykl, który dziś wywołuje uśmiech na twarzach widzów, a kiedyś współtworzył opresyjny komunistyczny system. Oto fotograficzny instruktaż, jak szpieg powinien zmieniać powierzchowność za pomocą stroju, peruk i innych dodatków. Proszę sobie wyobrazić, że to dokumentacja z sympozjum dla agentów! Inny zestaw kadrów – system gestów, jakimi porozumiewali się Stasi. Też jak z filmu szpiegowskiego, a przecież działo się naprawdę.

Skoro o kinie mowa – nieopodal w gablotach wystawiono akcesoria agenta: mini-kamery wmontowane w aparat fotograficzny, zapalniczkę, paczkę papierosów. Znów ma się wrażenie, że to rekwizyty filmowe, a nie przedmioty z życia wzięte. Obok „zabytkowe” kamery przemysłowe i wykonane przez nie foty. Te również wydają się scenami z sensacyjnych filmów: momenty rabunkowych napadów banki czy sklep, zamaskowani bandyci, przerażeni ludzie. Wtedy byliśmy przekonani, że nadzór oka kamery służy publicznemu porządkowi.

 

Wielki Brat się myli

Proszę jednak nie myśleć, że obiektywy są… obiektywne, a służby specjalne – wyspecjalizowane. Niejaki Hasan Elahi, amerykański artysta urodzony w Bangladeszu, został przypadkiem namierzony przez FBI i omyłkowo umieszczony na liście terrorystów. A jak raz się znajdziesz w takim spisie, trudno przekonać o niewinności. Mimo to Elahi spróbował. Przed każdą podróżą dzwoni do FBI i informuje o planach, następnie wysyła szczegółową fotograficzną dokumentację wojaży (dość częstych), sekunda po sekundzie. Siedemset tysięcy ujęć – i co agentura z nimi zrobi?

Równie bezsensowna wydaje się przypadkowa rejestracja powstała przy pomocy CCTV kamery, umieszczonej na iglicy kościoła w małej miejscowości pod Phoenix w Arizonie. Taki projekt przedsięwziął Andrew Hammerand, tytułując go „The New Town”. csm_12_Andrew-Hammerand_1920x937_xl_5b1b8bad20

Aparat na kościele porobił zdjęcia fatalnej jakości, nie pozwalające rozpoznać twarzy sfotografowanych ani przyjrzeć się ich zajęciom, pojąć ich cel. Hammerand chciał w ten sposób uświadomić absurd permanentnego monitoringu, a także minimalną dokumentacyjną przydatność obrazu o niskiej rozdzielczości. Swoją drogą, przypomina się „Powiększenie” Antonioniego, kiedy kolejne zbliżenia tajemniczej sceny bardziej gmatwają sprawę, niż służą jej rozpoznaniu.

 

Oko Opatrzności w dronie

A jaką wymowę ma historyczna część berlińskiej wystawy? Stare grafiki i ilustracje książkowe przypominają, że ongiś wierzono we wszystkowidzące oko Najwyższego, co pomagało utrzymać większość społeczeństwa w ryzach. Strach przed konsekwencjami grzesznych myśli i uczynków wspomagał prawo.

Świetnie ilustruje to drzeworyt anonimowego niderlandzkiego autora „Pola mają oczy, lasy mają uszy” (1546) – rozliczne oczka, łypiące spomiędzy traw i krzewów. 20170125113504.jpg_maxPodobnie śmieszy moralizatorski w intencjach miedzioryt Jacquesa Callot „Niebo zawsze cię obserwuje” (1628): oko wyrastające jak kwiat na wysokiej łodydze.

Mniej surrealistyczne są „inżynierskie” szkice machin do podsłuchiwania – wielkich konch montowanych za pałacowymi ścianami tak, by pozostawały niewidoczne, lecz by wyłapywały rozmowy, być może groźne dla władcy. Nawiasem mówiąc, na podobnej zasadzie konstruowane były anteny „zbierające” obrazy dźwięki z wielkich dystansów – i ich zdjęcia (lata 60. XX wieku) również włączono do pokazu.

Jednak najsilniej na moją wyobraźnię podziałały zdjęcia belgijskiego fotografa Tomasa van Houtryve, nagrodzonego na World Press Photo (2015) za foty wykonane przy pomocy drona. csm_25_Tomas-van-Houtryve_1920_xl_09b441a0d0

Trzeba wiedzieć, że od 2002 roku USA używa tych urządzeń sterowanych via satelity przez operatorów oddalonych o tysiące kilometrów do militarnych celów. Van Houtryve też zainstalował aparat na dronie i w ten sposób uzyskał zdjęcia z ogromnej wysokości, podczas gdy fotografowani pozostawali nieświadomi tego faktu.

Co ciekawe – czarno-białe kadry są niezwykle wysmakowane wizualnie. Sylwetek właściwie nie widać – to punkciki głów, fragmenty ramion. Za to doskonale widoczne są wydłużone cienie tych osób. Pantomima cieni, która pozwala odgadnąć gesty i ruchy ludzi.

Jaki wniosek płynie z berlińskiej prezentacji? Że nie ma takiego miejsca, gdzie można się schować przed nadzorem tych, którym zależy na sprawowaniu kontroli nad światem. Nie chodzi o niewinną rejestrację, lecz o rozpoznanie typowych zachowań, reakcji i potrzeb rozmaitych grup społecznych. A w konsekwencji – o zdalne sterowanie nami, naiwnie wierzącymi w swą niezależność.

Współczesny Wielki Brat nie ma dobrych intencji. Chce zapanować nad naszymi myślami.

 

 

Pola mają oczy” i „Watching You, Watching Me. – Museum für Fotografie, Berlin, wystawy czynne do 2 lipca