27
Jun

Rosłam w cieniu

Udostępnij:

Temat i tytuł: „Rosłam w cieniu Anteny” wymyślił red. nacz. tygodnika „Antena” – periodyku, któremu kres położyła prywatyzacja mediów. imgres-4 imgres-3 imgres-5 images Oto jak rosła sama „Antena” Oraz jej poprzednik – „Radjo”.

I nikomu nie żal, nie tylko góralowi. Pozostał tytuł, do którego redaktor bardzo się przywiązał ze względu na dwuznaczność w odniesieniu do mojej osoby.

W cieniu czy nie, duża nie wybujałam. Może właśnie przez zacienienie okolicy. No bo jak – babcia wiecznie niezadowolona z dykcji wnusi, piłowała do skutku: – Co ty mówisz, nie można nic zrozumieć.

Musiałam jej powtarzać, aż zadowoliłam czułe reżyserskie ucho. I tak szczęście, że wybaczyła mi brak przedniojęzykowego „ł”, obowiązującego w czasach jej młodości. Ale „h” nieme i „ch” musiałam fonicznie odróżniać. Potem gnębił mnie tata: – Co ty nucisz, okropnie fałszujesz.

Fakt, słuchu absolutnego nie posiadam i z tej racji pewnie go zawiodłam. Niczym nie zasługiwałam na pochwały. Dobre stopnie? U nas w rodzinie to norma. Uzdolnienia plastyczne? Masz po dziadku. Ładnie tańczę? Ho, ho, żebyś widziała, co ja wyprawiałem na parkiecie. Król balangi!

Mama chwaliła, lecz między komplementy i czułości wsączała do ucha jadowite: – Przez ciebie nie wyszłam po raz drugi za mąż. Kto by chciał kobietę z dzieckiem. Dla ciebie się poświęcam, przez ciebie odejmuję sobie od ust.

To obliguje. Latami ulegałam jej emocjonalnym szantażom. Ona w tym miała czarny pas. Rekompensowała sobie inne życiowe klęski, trzymając mnie w uczuciowym szachu.

Ciotki. Politowanie wymieszane z lukrem, zachwyt podszyty dyskredytacją. Nawet kiedy zaproszą na Wigilię, zawsze znajdziesz pod choinką prezenty kategorii C, może D. Tymczasem kuzynka ma grupę A, kuzynek też, a ty uśmiechaj się z wdzięcznością, że dobry Mikołaj dał ci książkę (lubisz czytać, prawda?) lub kolejny długopis (tak ładnie piszesz…) albo grę planszową chińczyk (z hasłem „człowieku nie irytuj się”).

Więc kiedy jakiś facet mówi, że kocha, nie wiesz, jak wypłacić się za łaskę. Jeszcze nie rozumiesz, że ładujesz się w uzależnienie. Że będziesz bać się utraty uczucia, na które przecież nie zasługujesz.

Tak miałam.

Z drugim mężem miało być forever. Zgrzytnął klucz w zamku; ja – stójka w przedpokoju, herbata w czajniku, do tego coś na ząb. On pisał, ja – cisza jak makiem zasiał. Ja pracowałam – stawał nade mną, nawijał, domagał się zainteresowania tudzież strawy. Dawałam się terroryzować. Uczuciowo byłam miękka.

W dniu, w którym pierdyknęła czarnobylska elektrownia,

CHERNOBYL Oto Czarnobyl i skutki awarii. imgres-3 imgres-4

on przebywał w Gruzji na naukowo-artystycznej wyprawie. Ja też byłam bezpieczna – tkwiłam w grubych murach Pałacu Kultury, aranżując w jego zastępstwie wystawę. Wyszłam pod wieczór. Patrzę, w aptekach kolejki po jod. Groza! A ja sama. On, ten ukochany, nie martwił się. Nie zadzwonił. Wrócił, kiedy przyszła jego pora. Naszykowałam powitalną ucztę, rzecz niełatwa w 1986 roku. Nawet nie spróbował dań.

Przeżarłem się, mówi, w Gruzji świetnie karmili. Elegancki to on zawsze był…

A ja w cieniu. Aż wyszłam na słońce.

.po galeriach 5_Grze Drozd_fot.wh _21.05.14_010 po galeriach 5_Grze Drozd_fot.wh _21.05.14_006po galeriach 5_Grze Drozd_fot.wh _21.05.14.011 W słońcu i promieniach sympatii mojej przyjaciółki, która robi mi zdjęcia z widoczną sympatią. po galeriach 5_Grze Drozd_fot.wh _21.05.14_007

 

 

 

 

Comments ( 7 )

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *