21
Apr

Zależało jej na Polsce (o Magdalenie Abakanowicz – w dniu Jej śmierci)

Udostępnij:

 

 

W piątek 21 kwietnia 2017 zmarła Magdalena Abakanowicz. Miała 87 lat.5447641443981_magdalena_abakanowicz

Chorowała mniej więcej od dekady – z Alzheimerem nie można wygrać. Ale jej przypadek jest szczególny, bowiem chorobę przyspieszyła… rozpacz. Abakanowicz przegrała walkę o Park Rzeźby, o budynek na przechowywanie jej monumentalnych prac, o obecność w warszawskich muzeach… Kiedy dopadła ją choroba uniemożliwiająca dalszą aktywność, nikt się nie palił, żeby zadbać o jej pozycję w naszej sztuce. Zepchnięto ją gdzieś na dalekie pozycje.

Ostatni raz oglądałam jej wystawę dwa lata temu w Berlinie (2015). Pokaz w nieczynnym klasycystycznym kościele trwał raptem tydzień, lecz był jednym z najpiękniejszych, jakie widziałam. Specyficzna architektura świątyni i przesycona światłem przestrzeń stworzyły idealny kontekst dla jej wielopostaciowych instalacji. Zwłaszcza słynne „Plecy” z 1976 roku zyskały kontemplacyjny wymiar.plecy_6440812

To było pierwsze dzieło Abakanowicz, które wywarło na mnie wrażenie obcowania z czymś niezwykle ważnym, ponadczasowym, ponadkulturowym. Potem zachwyciła mnie instalacja, w której obok figur „wylęgły się” i rozpączkowyały kokono-jajo-kamienie – czyli praca „Embriologia”.Embryology 1978-80 by Magdalena Abakanowicz born 1930

Oczywiście, najpierw musiałam natknąć się na „Abakany”, sizalowe ogromy, antyteza tradycyjnych gobelinów. Zafascynowały mnie dziką, nieokiełznaną witalnością i jakimś przyczajonym, zamaskowanym zagrożeniem. Drapieżne, organiczne stwory, rozrastające się ponad, poza wyobrażenie o tkaninie dekoracyjnej. Piękne i straszne, stworzone przez człowieka, a nieludzkie, jakby pochodzące od samej natury. To właśnie „Abakany” przyniosły autorce międzynarodowy sukces, gdy w 1965 roku dostała za nie Grand Prix na Biennale w Sao Paolo

Featured-Artist-Magdalena-Abakanowicz-Hero.g76_a441 abakany_34px 852fd1d2ceda9ce55e9bce04b7b3496e

Poznałam ją w Lozannie, na Biennale Tkaniny, gdzie otwierała indywidualną wystawę. Był rok 1979, Abakanowicz wydawała się niedostępną gwiazdą. Odważyłam się do niej podejść dopiero w 1994, w warszawskiej Kordegardzie, gdzie pokazywała „Gry Wojenne”. Genialnie znaleziony skrót siły i bezsiły, agresji i ubezwłasnowolnienia. Potężne pnie drzew ujarzmione, zakute w kajdany, wzięte na smycz. – Wtedy myślano, że emigrowałam – śmiała się artystka. – A ja na Mazurach robiłam „Gry Wojenne”, pierwszy cykl, do których użyłam drzew. Uciekłam od świata. I choć tak dużo podróżuję i mam pracownie w różnych miastach, zawsze szczycę się polskim obywatelstwem. To jest przynależność: mam obowiązek dawać znać, że mój kraj istnieje. Zależy mi, żeby Polska nie była na marginesie świata

.15_DSCN9615 tumblr_nkph90soic1qekn8bo1_500-1ukon a3

W latach 90. zaczęłam za nią jeździć na co ważniejsze wystawy w Polsce. Odwiedzałam ją w domu, prowadziłam wywiady, telefonowałam całkiem prywatnie. Wiedziałam już, że pomimo sukcesów nie pozbyła się dziecięcych lęków. Nie potrafiła być na luzie. Za fasadą „żelaznej damy” wciąż kryła się nieśmiała dziewczynka – co zauważyłam przed jej wystąpieniami publicznymi, które zawsze ją stresowały.

Już w latach 60. XX wieku jej nazwisko stało się marką. Emisariuszka kultury polskiej na świat w czasach, gdy tak niewielu udawało się przebić poza żelazną kurtynę i zaistnieć w świadomości zagranicznych odbiorców. I pozostać na lata, na równych prawach z zachodnimi autorami.

W późniejszych latach Abakanowicz irytowało kojarzenie jej poszukiwań tylko z tkaniną artystyczną; uparcie przedstawiała się jako „rzeźbiarka”. Poniekąd sama sobie była winna: przecież właśnie w nazwę tych tekstylnych monstrów wplotła swoje nazwisko. Swoją drogą, co za brawura w dobie programowej PRL-owskiej skromności! Ile w tym było dumy, świadomości własnej wyjątkowości. Bo też miała po temu powody: przełamała tradycyjną dekoracyjność tkaniny, zmierzyła się z monumentalną skalą – i to mieszkając w kawalerce, w bloku na Saskiej Kępie – a nade wszystko, wyłamała się z drugoplanowego szeregu kobiet-artystek, przewyższając sławą i pozycją większość mężczyzn, co nadal należy do rzadkości, a w dobie RPL było wyjątkiem.

Pytałam ją kiedyś o genezę „Abakanów”. Powiedziała: – Człowiek rodzi się z pewnym zasobem konieczności. Miałam własną wizję tkaniny, musiałam wyjść poza mury pracowni. Marzyłam o działaniu w przestrzeni, o zespoleniu prac z plenerem. „Abakany” przyniosły mi niesamowitą sławę. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Tokio, na lotnisku czekało na mnie pół tysiąca osób.

O Japonii Abakanowicz opowiadała zawsze ze wzruszeniem. Na prośbę mieszkańców Hiroszimy zrealizowała dzieło upamiętniające ofiary wybuchu bomby jądrowej. Grupa 40 postaci z brązu została ustawiona na wzgórzu, na którym ludzie usiłowali się schornić i gdzie umierali.

Europejczyk zrobił ze sztuki dekorację. A ja chciałam uwolnić sztukę od estetycznego działania. Chciałam przekazać rzeźbą coś awerbalnego. Jedna figura ludzka, pojedyncza rzeźba nie działa tak silnie jak zespół figur, tłum.

Po figurach siedzących pojawiły się postaci stojące, kroczące, potem tańczące… Do każdego cyklu rzeźbiarka dobierała stosowne surowce. Od antropomorficznych dzieł przeszła do abstrakcji – na pustyni Negev ustawiła 7 kamiennych kręgów; na Litwie, w leśnym parowie, wzniosła 26 „pni” z betonu; w Storm King Art Center w Nowym Jorku skonstruowała 4 „sakrofagi” z drewna w oszklonej konstrukcji. Jej kreatywność wydawała się nie mieć końca…

W latach 90. i na początku następnej dekady wciąż sięgała po coraz to nowe wyzwania, mierzyła się z kolejnymi materiałami, skalą, rozwiązaniami przestrzennymi. Jednocześnie, zaczęto ją odsuwać, minimalizować znaczenie dokonań. Z pewnością gdyby wyjechała z Polski – po czemu miała dziesiątki okazji – jej kariera nie załamałaby się tak gwałtownie. Jednak ona uważała, że emigracja pozbawi jej sztukę korzeni. Bo tylko w Polsce, z naszych doświadczeń czerpała inspirację.

Po roku 1989 jej sztuka przestała „pasować” do potransformacyjnego społeczeństwa. Dawne metafory jakby straciły sens. U nas – bo za granicą Abakanowicz nadal funkcjonowała po dawnemu, szanowana i uznawana za klasyka sztuki współczesnej. Ostatnia dekada wyraźnie jej nie sprzyjała: nie udało się zdobyć terenu na je wymarzony Park Rzeźby, nie dostała lokalu na magazyn prac. Ale jestem pewna, że dla sztuki Abakanowicz znów nadejdzie sprzyjający klimat – bo dzieła wybitne zawsze przetrwają

.Europos_parkas_1 1000168 6cf2eb29-8cd8-481f-b184-f0783bc235ae_5702c5a0949b5a70c5310a174f8b4d81512

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

a